Załamanie rozmów handlowych między Stanami Zjednoczonymi i Kanadą stawia Stellantis w wyjątkowo trudnym położeniu. Koncern ma fabryki po obu stronach granicy, a samochody i podzespoły przemieszczają się między nimi w ramach jednego systemu produkcyjnego. Wojna celna może wymusić kolejne przenoszenie produkcji, podnieść ceny samochodów i pogłębić konflikt wokół kanadyjskiej fabryki w Brampton.
Stany Zjednoczone wprowadziły 50-procentowe cła na wybrane towary z Kanady o wartości około 20 mld dolarów. Premier Mark Carney zapowiedział, że wprowadzi cła odwetowe w systemie dolar za dolar. Kanadyjskie cła, które mają zacząć obowiązywać 8 września, obejmą między innymi stal, elektronikę, sprzęt AGD i maszyny rolnicze. Dla Stellantisa większym problemem jest fiasko negocjacji dotyczących obowiązującego już amerykańskiego cła na auta produkowane w Kanadzie.
Jeszcze kilka dni temu przedstawiciele obu państw rozmawiali o obniżeniu stawki z 25 do 15%. Spór dotyczył między innymi sposobu obliczania wartości części pochodzących z USA, Kanady i Meksyku. Po zerwaniu rozmów obniżka przestała być aktualnym scenariuszem, a dodatkowo pogorszyły się perspektywy renegocjacji umowy handlowej USMCA. Tymczasem Stellantis ma m.in. fabrykę w Windsor w Ontario a pPowstają tam Chrysler Pacifica i Grand Caravan oraz Dodge Charger, w tym wersje spalinowe i elektryczne.
Znaczna część produkcji trafia do Stanów Zjednoczonych. Każde dodatkowe obciążenie samochodów z Kanady osłabia ich konkurencyjność wobec modeli montowanych bezpośrednio w USA.
Stellantis już przenosi produkcję z Kanady do USA
Najlepszym przykładem skutków nowej polityki handlowej jest fabryka Stellantisa w Brampton. Zakład został zatrzymany w 2024 roku w celu modernizacji i miał produkować nową generację Jeepa Compassa. Stellantis wstrzymał jednak inwestycję, a produkcję modelu skierował do Belvidere w stanie Illinois. Przed rozpoczęciem modernizacji w Brampton pracowało około 2200 osób. Dziś koncern rozważa sprzedaż zakładu, chociaż oficjalnie deklaruje, że nadal szuka dla niego trwałego rozwiązania produkcyjnego. Kanada domaga się realizacji wcześniejszych zobowiązań, ponieważ publiczne pieniądze miały pomóc w utrzymaniu produkcji i zatrudnienia.
Jednocześnie Stellantis realizuje program inwestycji w USA o wartości 13 mld dolarów. Ma on zwiększyć amerykańską produkcję o 50%, zapewnić pięć nowych modeli i stworzyć ponad 5000 miejsc pracy. Wśród planów znajduje się ponowne uruchomienie Belvidere, nowy pick-up w Toledo, kolejna generacja Dodge’a Durango w Detroit oraz produkcja nowego silnika w Indianie.
Cła mogą kosztować Stellantis ponad miliard euro
Jeszcze przed najnowszym załamaniem rozmów Stellantis szacował, że negatywny wpływ ceł na wyniki w 2026 roku wyniesie od 1 do 1,2 mld euro. W pierwszym półroczu koszt netto sięgnął 300 mln euro, już po uwzględnieniu zwrotu 400 mln euro z tytułu części wcześniej pobranych opłat. Obecna prognoza została opublikowana pod koniec lipca, a więc przed zerwaniem sierpniowych negocjacji. Stellantis nie przedstawił jeszcze nowego wyliczenia. Dalsza eskalacja wojny handlowej zwiększa jednak ryzyko, że koszty okażą się wyższe. Problemem będą nie tylko cła na gotowe samochody, lecz również stal, elektronikę i podzespoły przekraczające granicę na różnych etapach produkcji.
Ameryka Północna napędza odbudowę koncernu
Moment jest wyjątkowo niekorzystny, ponieważ to właśnie Ameryka Północna odpowiada obecnie za największą część poprawy wyników Stellantis. W drugim kwartale 2026 roku dostawy w regionie wzrosły o 38%, z 323 do 445 tys. samochodów. Pomogły nowe Jeepy, powrót silnika HEMI V8 do Rama 1500, Dodge Charger SIXPACK i odświeżony Chrysler Pacifica. Zakłócenie tego odbicia byłoby problemem dla całej grupy. Zyski osiągane w Ameryce finansują rozwój samochodów i technologii również dla marek europejskich, takich jak Peugeot, Citroën, DS Automobiles, Opel czy Fiat. Skutki konfliktu mogą więc pośrednio wpłynąć na tempo nowych inwestycji, liczbę projektów oraz politykę kosztową koncernu w Europie.
Źródła: Reuters, Stellantis, opracowanie własne.






