Najpierw miała być wielka modernizacja, później nowy Jeep Compass i tysiące dobrze płatnych miejsc pracy. Kanada i Ontario zadeklarowały przy tym setki milionów dolarów publicznego wsparcia. Dzisiaj ponad 2200 pracowników fabryki w Brampton nie ma już nadziei na powrót do normalnej pracy, Compass trafił do Stanów Zjednoczonych, a Stellantis rozważa sprzedaż całego zakładu. W Kanadzie są wściekli na koncern.
Historia wygląda źle – produkcja w Brampton została zatrzymana pod koniec 2023 roku, ponieważ zakład miał zostać gruntownie zmodernizowany i przygotowany do nowego programu produkcyjnego. Jednym z najważniejszych elementów planu był Jeep Compass nowej generacji. Ponad 2200 pracowników Unifor Local 1285 zostało wysłanych na przestój, czekając na zakończenie przebudowy fabryki i uruchomienie nowej produkcji. W lutym 2025 roku Stellantis zatrzymał prace modernizacyjne. Początkowo przedstawiano to jako tymczasową decyzję wynikającą z niepewności związanej z amerykańską polityką celną. Jesienią sytuacja zmieniła się całkowicie: koncern zdecydował, że Jeep Compass zamiast w Brampton będzie produkowany w Stanach Zjednoczonych, w zakładzie w Illinois.
Dla kanadyjskich pracowników był to szczególnie bolesny zwrot, ponieważ związek Unifor przypomina, że jego członkowie zatwierdzili w 2023 roku układ zbiorowy właśnie w oparciu o zobowiązania Stellantis dotyczące nowych programów produkcyjnych, w tym przyszłości Brampton.
Ponad miliard dolarów deklarowanego wsparcia
Do tego dochodzą pieniądze podatników. W 2022 roku Stellantis zapowiedział inwestycję wartą 3,6 mld dolarów kanadyjskich w modernizację zakładów w Brampton i Windsor oraz przygotowanie ich do produkcji zelektryfikowanych samochodów. Rząd federalny zadeklarował do 529 mln dolarów wsparcia, a prowincja Ontario do kolejnych 513 mln. Do czasu konfliktu z koncernem Kanada wypłaciła w ramach tego programu ponad 222 mln dolarów.
Stellantis jeszcze niedawno zapewniał, że Brampton ma przyszłość
Stellantis deklarował, że chce znaleźć dla Brampton nowe rozwiązanie produkcyjne. Rozważano między innymi uruchomienie tam montażu samochodów Leapmotor, co samo w sobie wywołało w Kanadzie ogromne kontrowersje. 12 sierpnia Stellantis poinformował związek zawodowy Unifor, że zamierza rozpocząć rozmowy z inną firmą dotyczące potencjalnej sprzedaży Brampton Assembly Plant. Tymczasem podczas modernizacji i późniejszego postoju Stellantis wciąż utrzymywał, że fabryka zostanie ponownie uruchomiona. Teraz właściciel może się jej po prostu pozbyć.
Stellantis ma oczywiście własny argument. Rynek motoryzacyjny w Ameryce Północnej został kompletnie zaburzony przez amerykańskie cła, a produkowanie w Kanadzie samochodów przeznaczonych w dużej mierze dla USA stało się znacznie trudniejsze ekonomicznie. W najnowszym stanowisku koncern nadal mówi o poszukiwaniu zrównoważonego rozwiązania produkcyjnego dla Brampton.
Kanadyjczycy mają powody, żeby czuć się oszukani
We wczorajszym artykule o możliwej sprzedaży Brampton pisaliśmy przede wszystkim o samej decyzji koncernu. Kanadyjskie media są bardzo krytyczne:„`html
Kanadyjskie media: „To cios w brzuch”
Ton kanadyjskich publikacji jest wyjątkowo ostry. CityNews Toronto, publikując materiał The Canadian Press, cytuje przewodniczącą Unifor Lanę Payne, która mówi wprost: „This is a gut punch to our union and to our members” – „to cios w brzuch dla naszego związku i naszych członków”. Payne przypomina przy tym, że fabryka przez pokolenia była gospodarczą kotwicą Brampton i źródłem dobrze płatnych miejsc pracy.
Global News zwraca uwagę na szczególnie niewygodny dla Stellantis element tej historii: jeszcze po przeniesieniu Compassa do USA koncern miał wielokrotnie zapewniać związek o swoim „commitment to Brampton and our members”, czyli zaangażowaniu w przyszłość Brampton i tamtejszych pracowników. Kilka miesięcy później pojawiła się możliwość sprzedaży zakładu. Payne komentuje też amerykańskie cła krótko: „Canada is not the problem”.
Sprawa przestała być już wyłącznie konfliktem Stellantis ze związkowcami. Global News w kolejnym materiale cytuje burmistrza Brampton Patricka Browna, który uważa, że Kanada nie powinna podpisywać porozumienia handlowego z USA kosztem własnego przemysłu samochodowego: „no deal is better than a bad deal”.
W sieci pojawiają się już wezwania do bojkotu Stellantis
Po najnowszych informacjach emocje zaczynają przenosić się również na rynek konsumencki. W kanadyjskich mediach społecznościowych pojawiły się wprost wezwania: „All Canadians should boycott Stellantis” oraz „We have to boycott Stellantis products in Canada”. Takie komentarze można znaleźć między innymi na Threads.
Pod dyskusją o możliwej sprzedaży fabryki w Brampton na Reddicie jeden z komentujących pyta krótko: „Another boycott item?”, sugerując, że marki koncernu mogą dołączyć do produktów omijanych przez część kanadyjskich konsumentów. Na X pojawiają się także bezpośrednie wezwania w rodzaju „Boycott Jeep incoming”.
Nie oznacza to jeszcze zorganizowanego ogólnokanadyjskiego bojkotu. Unifor nie wezwał swoich członków do zaprzestania kupowania samochodów Stellantis, podobnego apelu nie wystosował również kanadyjski rząd. Widać jednak wyraźnie, że konflikt zaczyna wychodzić poza negocjacje związku zawodowego, koncernu i władz.
Co więcej, takie nastroje pojawiały się już wcześniej. Po wcześniejszych decyzjach Stellantis dotyczących Kanady na forum r/BuyCanadian powstał wątek zatytułowany „Boycott Stellantis/Dodge”, w którym użytkownicy zachęcali do wybierania producentów utrzymujących produkcję w Kanadzie. Kanadyjski serwis Motor Illustrated zastanawiał się natomiast już wcześniej, czy decyzje Stellantis mogą przełożyć się na reakcję konsumentów, szczególnie w Ontario.
Część Kanadyjczyków zaczyna zadawać proste pytanie: skoro firma korzystała z kanadyjskiego wsparcia, a później przeniosła obiecaną produkcję do Stanów Zjednoczonych, dlaczego Kanadyjczycy mieliby nadal kupować jej samochody?






