W świąteczny weekend odbył się Clio Cup Nogaro, wydarzenie, które przyciągnęło tysiące miłośników sportowych emocji. W imprezie startował Polak, Filip Koniuk. Poniżej możecie przeczytać relację z imprezy, pochodzącą z profilu „Z dziennika Mechanika”, której autorem jest Andrzej Koniuk.
Trzy dni świąt Wielkiej Nocy tym razem spędziliśmy zupełnie inaczej niż do tej pory. Kiedy gdzieś na niebie Artemis II sunął do coraz to dalszych zakątków przestworzy kosmicznych, my również mierzyliśmy się z nieznanym. Bo to z czym przyszło się mierzyć w Nogaro, to było poza skalą trudności jaką do tej pory doświadczyliśmy.
Tym razem teatrem działań był tor w Nogaro. To mała miejscowość koło Tuluzy, która jednak Motorsport ma wyryte w swoim DNA. Co roku, podczas świąt wielkanocnych, odbywają się tutaj łączone zawody . W ciągu jednego weekendu są mistrzostwa Francji F4, GT4, Porsche Challenge, Mitjet i najważniejsze, czyli Clio Cup (więcej tutaj: Puchary Wielkanocne 2026 – Circuit Nogaro). Kibice przybywają z całego regionu i choć nie liczyłem (a cyferki to dobrze znam), to myślę, że z 10 tysięcy osób było spokojnie. Przyjeżdżają całe rodziny. Leżaki, krzesełka, parasolki, aparaty, ludzie traktują to jako całoweekendowy wypad w gronie najbliższych. Nieprawdopodobne!
Dość powiedzieć, że kierowcy biorący udział w wyścigach mieli problem, by się przedostać do padoku😊, a wszystkie trybuny były zapełnione. Myślę, że światowe finały kartingowe to jakieś 5-10% tego zainteresowania, co w miniony weekend. Nie dziwne, że na karoseriach można było zobaczyć logo firm z całego świata. Zainteresowanie było gigantyczne!
Wydarzenie zaczęło się już w czwartek przejazdem przez centrum miasta. Ludzie podchodzą, przybijają piątki, rozdaje się autografy. No akurat nie Filip, bo przylecieliśmy kolejnego dnia i ta atrakcja nas ominęła. Ale przecież nie o to chodziło😊, by pławić się w popularności, prawda?
Z tego odcinka dowiesz się:
- jak zasypać lukę między „knowing-doing”,
- dlaczego uważam, że Daft Punk to dobre określenie na kierowców w Clio Cup,
- jak Francuzi podchodzą do motorsportu,
- kogo znajomego spotkaliśmy w padoku,
- czy ostatecznie Filip „Get Lucky” w pierwszym wyścigu?
Wiecie już, że Nogaro to festyn i festiwal różnorodności (pamiątki, plakaty, jedzenie, symulatory, wszystko co potrzebne kibicowi), to inny wspaniały świat powtarzając za Aldusem Huxleyem.
Było to odmienne od tego czego doświadczyliśmy do tej pory, na każdym jednym poziomie. Sportowym, organizacyjny, operacyjnym, logistycznym, mechanicznym, analitycznym, po prostu każdym. Pozwólcie zatem, że opowiem o tym wszystkim.
Zanim jednak przejdę do szczegółów…
Instant crush
Na początek najważniejsze! Czyli podziękowani tym bez których nic by się nie wydarzyło. Trzeba nie lada odwagi, ale też przenikliwości biznesowej by zaufać i dostrzec wartość w historii opowiadanej na łamach „Z Dziennika Mechanika”. Podziękowania kieruję do: Piotra Ziecika, Mateusza Zająca, Grzegorza Szeligi za to, że pozwoliliście sobie przedstawić powody i daliście się przekonać by zaangażować się w sponsoring. Ta opowieść biegnie już kolejny sezon i kontynuowana jest już nie w kartingu, ale w samochodach. Jak wiecie to opowieść o motoryzacji, wytrwałości, cierpliwości i mądrości wszystkich zaangażowanych. To trochę historia nas wszystkich, którzy zacisnęli zęby, nie mieli nic na starcie, ale uporem, walką i sprytem dochodzili do kolejnych poziomów.
Tak wyglądała polska rzeczywistość gospodarcza i to wychodzi w genach kolejnych pokoleń! I o to chodzi! Dziękuję również wszystkim Czytelnikom, za nieustanne dowody wsparcia, komentarze, like i polubienia i udostępnienia. To się liczy w dzisiejszym świecie, dzięki wielkie za to! Dzięki również, że mogłem część z Was umieścić na kasku, jak widzicie, wygląda to okazale.

Hot news: Nie wiem czy wiecie ale Robert Kubica jest znanym fanem motorsportu. Wraz ze wspomnianym już Grzegorzem Szeligą zdecydowali się nas wspierać (jako iNet) za co jesteśmy bardzo wdzięczni!
One more time
Wszystko było nowe, wszystko było ekscytujące. Tak bardzo, że trochę łapały się nas żarty typu żżp, czyli „żenujące żarty prowadzącego”, takie na które Sergiusz Ryczel nigdy by sobie nie pozwolił. Przykład? Odbieramy auto z wypożyczalni, a Pierre nas pyta:” Why you came to Tolouse?” Na to odpowiadamy: „We didn`t come here to lose, we came here to win”.
Nieźle co? W końcu tradycji musiało stać się zadość, a w koszyczku zawsze jakiś boczek musiał się w sobotę znaleźć prawda, nawet ten zerwany jak tutaj.
Co było inne? Okazuje się, że wszystko
Jazda samochodem a gokartem to inna para kaloszy. W jednym z wywiadów Max Verstappen mówił, że karting za bardzo różni się do jazdy autem. I teraz wiemy o co chodzi. Verstappen About The Problem With Go-Kart In Racing
Smaczku dodaje fakt, że Renault Clio, jest autem przednionapędowym a gokart tylnio. Jakie to ma przełożenie na prowadzenie i na rzeczywistość?
Zapomnij wszystko czego nauczyłeś się wcześniej. Nawyki jakie wyrobił sobie Filip do tej pory jeżdżąc w gokarcie są przeciw (kontr)skuteczne, jakby to powiedział jeden czy drugi z Czytelników. Dla przykładu, jeśli w gokarcie jedziesz na ścianę, to zdejmij jak najszybciej nogę z gazu. W przednionapędówce, masz wcisnąć gaz na maksa (czyli nie to co naturalnie robisz), patrz się gdzie chcesz wyjechać i dopasuj do tego ułożenie rąk na kierownicy. Kosmos.
Do tego wszystkie patenty (typu switchback), mają tutaj ograniczoną skuteczność. Jeśli dodamy do tego większą mase auta i inaczej działające hamulce, wniosek jest tylko jeden. Zaczynamy się uczyć od początku. Otwarta głowa, świeże spojrzenie, chłonięcie każdego jednego słowa, zdania rzucanego przez kogokolwiek z ekipy. To musiało nami kierować przez cały weekend, ale myślę, że to z nami zostanie już do końca. Jest to bolesne, i tarmosi ego potwornie, ale jest to konieczne. To pokazuje, żeby nie zrastać się z tym co już wiesz, czy co umiesz. Po tym weekendzie, patrzymy na świat wyścigów jeszcze inaczej. Kalejdoskopowo.
Co również jest ciekawe, to fakt, że niby to człowiek wiedział, ale jeśli nie doświadczył, to na nic takie dywagacje. Miłośnicy cyklu Kolba, rzekliby – acha – mamy rację – zaczynaj od doświadczenia. I ja się z tym w stu procentach zgadzam, ale jest jeden problem. Zaczyna się na Pie, a kończy na …ądze. I to jeszcze w funkcji czasu. Trzeba czasu i $ żeby zmienić nawyki. A czasu w ten weekend nie było za dużo.
Loose yourself to dance
W pierwszy dzień, były dwa treningi czyli jednostki po 30 minut. Ostatecznie I tak dużo pojeździli, bo czerwonych flag nie było za wiele. Kierowcy są super doświadczeni, bo Clio Cup, to seria w której wychowują się naprawdę świetni kierowcy, jednak mają gorącą krew. Nie zachęcam do sprawdzania na youtube jakie tam są akcje. Każdy z topu ma na koncie po 4-5 sezonów, ale też i po 4-5 skasowań auta. Rozmawiałem z innymi mechanikami i opowiadali mi, że ten co wygrał, to jeździ od 5 sezonów i skasował 4 auta. W zespole jeździ z nami mistrz juniorów z zeszłego sezonu (teraz to jego 4 sezon a za chwilę będzie się ścigał w Porsche cup). Jego tata jeździ od 30 lat w serii clio i ma rekord skasowanych aut. Nie pytałem ile.
Panowie Polderman, bo to o nich mowa, są szalenie sympatyczni i służą pomocą. Ich rady trudno przyswoić, bo niektóre są łatwe (trzymaj się za innymi), niektóre trudne (uważaj na temperaturę wody, bo wydechy przeciwników są z ich lewej strony, a intercooler masz z prawej), a niektóre to już w ogóle w kosmosie z Artemis II się spotykają (na hot lap, wystartuj bardzo gwałtownie, zostaw gumę na pozycji startowej, a potem, ustaw się dokładnie tam gdzie ją zostawiłeś, zyskasz na starcie).

Bez notatek się nie dało. Non stop z długopisem i kartkami. Bo wydaje się, że co to tam pół godziny, to wyobraźcie sobie, że potem przez następne dwie godziny analizujesz przejazd swój i pozostały kolegów. I tak schodzi. Wideo, dane, punkty hamowania, temperatura wody, opon, linia, no wszystko. Bardzo dużo wiadomości jak na jeden raz.
Treningi były wyczerpujące, ale ujawniły różnice między tym co było i wiemy (knowing) a tym co trzeba zrobić (doing). Gdyby nie wideo, byłoby ciężko, ale i tak przełożenie porad na praktykę było dużym wyzwaniem.
Brakowało 6 sekund do najlepszego, po pierwszym przejeździe. Na pewno to nie dziwne, bo inni byli na torze od trzech dni. Myśmy mieli te pół godziny. W cały wyścigowy weekend przejeżdża się tyle kilometrów ile w dniu testowym do obiadu. No ale cóż. W piłce gra się tak jak przeciwnik pozwala, a tutaj budżet.
Przepaść, ale przecież chodzi o progres prawda?
Kolejny trening przyniósł kolejną poprawę ale też dużo wniosków. Czujesz smak powietrza? Ja też nie, bo przecież jestem do niego przyzwyczajony. I właśnie nawyki są najbardziej zdradliwe. Nawet nie wiesz czego nie wiesz. U Filipa było to zejście z gazu przed hamowaniem. Oszczędzał paliwo, choć nie było to teraz potrzebne. Czemu tak robił? Bo tak jeździli w endurance w simRacingu, tak się robi w kartingu, a i nie wiadomo gdzie to auto się finalnie zatrzyma. Ostatecznie, po drugim treningu brakowało 4 sekund do lidera. Najgorsze, że na drugi dzień, od razu zaczynaliśmy kwalifikacjami.
Faster, Harder, Stronger
Analiza i przygotowanie do kolejnego dnia, miała sprawić, że Filip znajdzie lepsze tempo. Nie pomagało to, że treningi były po południu, a kwalifikacje rano zaczynały się o 8 rano (7 stopni). Oznacza to zimny tor, i przesunięcie wszystkich punktów w nieznanym bliżej kierunku 😊, bo nie wiadomo jak zachowają się opony, bo z nimi doświadczenia nie ma. Na treningu też nie było, bo nowych nie zakładaliśmy (bdg – wiadomo). Ale nie ma miękkiej gry czyli jazdy, trzeba grzać ile wlezie. Pobudka o 5.50, żeby być w aucie o 7.30

Kwalifikacje to kolejna nowość, to ze ludzie wypadali z toru (żółta flaga) to jedno, ale już samo ustawienie się na torze, to umiejętność sama w sobie do opanowania. W zespole jeździ Milan (z Serbii), Alejandro (z Hiszpanii) i Mauro (z Belgii), od razu wyszło kto ile ma doświadczenia, po tym jak się poustawiali. Niestety parę nieszczęśliwych zdarzeń sprawiło, że Filip najszybsze okrążenia jechał sam, a to akurat jest bardzo podobne do kartingu – bez cienia aerodynamicznego szybko nie pojedziesz.

Zatem start z przedostatniej pozycji. To nie jest jakoś super zła wiadomość. Czy będziesz startował 26 czy 24 to nie ma akurat takiego znaczenia, a racecraft (sztukę śmigania) Filip ma na wysokim poziomie. Byłem spokojny o to, że powalczy. No i powalczył. Mnie się podobało, że coraz śmielej (ale nie brawurowo) sobie poczynał. Ładne wyprzedzenia po długiej prostej, dobra obrona, ciągle rosnące tempo. Celem było dojechać w jednym kawałku, bez strat do mety.
Start był z 26 miejsca a ostatecznie skończył na 21 pozycji. Apetyt miał na lepszy wynik, ale c`mon. Ja wiem, wszyscy chcemy by pupile wygrywali, jednak za duże ciśnienie, nie sprzyja wzrostowi, a 5 letniego doświadczenia nie nabiera się przez noc. Jakkolwiek spojkojna by ona nie była.
Pozostało przeanalizować przejazd, wyciągnąć wnioski, zregenerować się i zacząć od nowa.
Get Lucky!
Śmigus dyngus to tradycja nieznana na torze w Nogaro, i postanowiliśmy jej nie przybliżać. Ludzie nerwowi mogą być, zwłaszcza jak jest 6 stopni, o 6 rano😊. Kwalifikacje były znów z samego rana i miały dość podobny przebieg. Brakował tylko 2,5 sekundy do lidera, trochę chcieliśmy urwać, ale znów brakło doświadczenia i odrobiny śmiałości by się lepiej ustawić. Nie szkodzi. Zobaczycie po zdjęciach do czego zmierzam. Miałem to szczęście, że mogłem pochodzić po torze, porobić zdjęcia, ale jak było trzeba wózek z oponami szybko do padoku przemieścić, to byłem na posterunku!

Start był dużo lepszy niż w pierwszym wyścigu. Filip szybko przejął inicjatywę i wyprzedził dwa samochody. Miał dobre tempo, ale i lekkiego pecha. Mawiają „po co mi przeciwnik, skoro mam kolegę z zespołu”? Alejandro – hiszpański temperament u niego się ujawnił i wjechał w bok Filipa. Nasz kierowca uskoczył, ale tamten i tak uszkodził auto na tyle, że na prostej trzeba było jechać ze skręconą kierownicą. Tempo spadło, ale nie koncentracja.
Na torze dużo się działo. Była czerwona flaga i restart. Zagotowało się pod włosami co niektórym i na ostatnim zakręcie, na ostatnim okrążeniu wpadły na siebie trzy samochody. Na szczęście Filip, przytomnie zajął pozycję na torze, ominął przeszkody i dojechał do mety. Super!
Start z ostatniego, po wszystkich incydentach skończył na 20 miejscu. Do lidera brakuje tylko 1,6 sekundy.
Dobrze? Dobrze! Nie od razu Kraków zbudowano, a najważniejsze jest zdobywać doświadczenie. Żeby wygrać trzeba być na torze, a jakby z autem się coś wydarzyło, to katastrofa. Wypadamy ze stawki, bo jak wiecie wszystko mamy wyliczone do ostatniego grosika.
Dziękuję Wam za lekturę, i za to, że oglądaliście Filipa w akcji. Dziękuję wszystkim i jak zawsze zachęcam do kolejnych odcinków! Już wkrótce Paul Ricard! (24-26.04.2026).
Ten opis, widzicie że jest długi, ale mam tego dużo, dużo więcej. Chcecie dodatkowych opisów? Jestem przekonany, że jak mi się w głowie uleży, to jeszcze parę zdań jestem w stanie dopisać (w nowym odcinku). Dajcie znać w komentarzach, czy chcecie!
Tradycyjnie: Zrzutka:
Zrzutka: Ruszaj z Filipem na Euro Cup Renault Clio 2026! | Fundacja FK RACING
Konto (PLN)
12 2530 0008 2100 1077 2377 0001
Fundacja FK Racing NIP: 6252488033 Adres: ul. ŚW. JANA, nr 11, lok. 4, 40-012 KATOWICE POLSKA
Konto (EUR)
82 2530 0008 2100 1077 2377 0002 SWIFT/BIC w Nest Banku to NESBPLPW
Fundacja FK Racing NIP: 6252488033 Adres: ul. ŚW. JANA, nr 11, lok. 4, 40-012 KATOWICE POLSKA
Dzięki wielkie, do zobaczenia!
Wasz Mechanik
Tekst, Andrzej Koniuk,
Oryginalna publikacja znajduje się na Linkedin: Z Dziennika Mechanika





















