To nie był rajd ani wyścig z czasem, ale obietnica złożona drodze. Afro Ferrari opuścił Włochy z konkretnym marzeniem: dotrzeć do dwóch stanowisk archeologicznych nad brzegiem Eufratu, gdzie Zachód zanika, a zaczyna się kolebka historii – Mezopotamia. Miał ze sobą tylko czterdziestoletnie Renault 4, silnik pełen wspomnień i jeden kierunek: Wschód. To, co miało być podróżą, przerodziło się w przedsięwzięcie duchowe.
Z Bałkanów na wschód
Po przebyciu Słowenii niemal w milczeniu, dopiero w Chorwacji podróż nabrała prawdziwego oddechu: szmaragdowe Jeziora Plitwickie, zawieszone w czasie wodospady, pierwszy przedsmak spokoju, który poprzedza każdą wielką zmianę. Następnie cienka linia granicy z Bośnią i Hercegowiną. Wieże kościelne zamieniły się w minarety a Europa powoli znikła za samochodem.
Renault 4 minęło Sarajewo z nadal widocznymi bliznami i niezwykłą godnością a następnie Mostar ze Starym Mostem, który jest nie tylko budowlą, ale także przesłaniem: można upaść, ale zawsze jest szansa na to, aby się podnieść.
Czarnogóra i Serbia płynęły jak długi oddech. Bułgaria szeptała. Klasztor Rila, Płowdiw i jego rzymski teatr stały się etapami świeckiej pielgrzymki ku czemuś głębszemu.
Turcja – gdy droga staje się przeznaczeniem
Wjazd do Turcji to niewidzialna granica. Zmieniło się światło, zmieniły spojrzenia a Renault 4 stało się małą gwiazdą. Gromadziło uśmiechy, wyciągnięte ręce i kanapki oferowane na stacjach benzynowych. Tureckie powitanie zaskakuje i rozbraja.
W Stambule można było fizycznie wyczuć granicę między dwoma światami. To nie miasto: to wewnętrzny korytarz. Po drugiej stronie Bosforu Anatolia otwiera się na ogromne, ciche przestrzenie.
Na nieskończonej bieli Tuz Gölü, słonego jeziora, ma miejsce jedna z najbardziej intensywnych chwil podróży: ziemia i niebo łączą się ze sobą, cisza staje się absolutna. Renault 4, zatrzymane na tym lustrzanym horyzoncie, wydaje się rozumieć wielkość tej chwili, ale droga czasami wymaga szacunku. Silnik, który nie działa już w stu procentach, zmusza do podjęcia ostatecznej decyzji: rezygnacji z Mezopotamii i zmiany kierunku. To nie porażka, ale lekcja.
Göreme: serce z kamienia
Objazd prowadzi do Kapadocji, do Göreme. Domy wykute w skale, bajkowe kominy, tysiącletnia cisza. To właśnie tutaj podróż znajduje swoje emocjonalne centrum.
Spotkanie z Memo Menezem, nawiązanie spontanicznej przyjaźni oraz prosta wymiana doświadczeń: to właśnie te szczegóły sprawiają, że podróż staje się ludzkim doświadczeniem. Niedługo potem, w pobliżu karawanseraju Sultanhani, kolejne symboliczne spotkanie: Richard, amerykański motocyklista podróżujący dookoła świata powiedział – „Nie ma znaczenia, jak daleko się wybierasz. Liczy się to, że droga przed tobą nigdy się nie kończy”. To zdanie zapada w pamięć bardziej niż jakikolwiek znak drogowy.
Troja, Canakkale, droga do Europy
Następnie Meteory, miejsce zawieszone między niebem a skałą, gdzie podejmowana jest kolejna mądra decyzja: powrót drogą morską, aby chronić towarzyszkę podróży. Po przejechaniu siedmiu tysięcy kilometrów Renault 4 wraca do Włoch, zmęczone, ale dumne. Przejeżdża przez Toskanię, Val d’Orcia, Eroica, Chianti, jak ostatni prezent przed powrotem do domu.
Nikt już nie macha na ulicy. Nikt nie ogląda się za nami, ale coś zmieniło się na zawsze.
Podróż, która jest przypomnieniem
Nie był to rekord, tylko przypomnienie: że życia nie mierzy się licząc dni, ale poszerzając horyzonty. Afro Ferrari nie opowiada tylko o 7000 kilometrach przez Chorwację, Bośnię, Czarnogórę, Serbię, Bułgarię, Turcję i Grecję. Opowiada o przemianie człowieka, który wyrusza w poszukiwaniu miejsca i wraca, odnajdując siebie.
Dopóki istnieje nieprzejechana droga, granica do przekroczenia, marzenie do spełnienia, dopóty silnik i nadzieja nie zgasną. Misja zakończona sukcesem. Siedem tysięcy kilometrów wolności!
Źródło: Renault Włochy
Zobacz także:
- Renault Symbioz ma nowy polski cennik. Jakie zmiany?
- Nowa Dacia Duster Hybrid-G 150 4×4 LPG – najbardziej pożądane auto w gamie marki?





















