Jestem niesamowicie zaskoczona. Strudel, piwo, drewniane domy, Oktoberfest i… samochody Renault na każdym kroku. Brzmi jak południowe Niemcy albo Austria połączone z Francją? Tymczasem jestem w Argentynie. Zaledwie 90 kilometrów od Kordoby znajduje się Villa General Belgrano – miasteczko, które wygląda jak fragment Alp przeniesiony do Ameryki Południowej. Wsiadłam do Renault Arkana i tam pojechałam.
Zanim wyruszyłam w trasę, Arkana musiała wyglądać idealnie. Górskie krajobrazy aż proszą się o zdjęcia, więc pierwszym przystankiem była lokalna myjnia samochodowa. System działania przypomina polskie myjnie samoobsługowe, ale z jedną różnicą – zamiast monet używa się żetonów. Pracownik zapytał mnie, czy wystarczy jeden. Przyzwyczajona do polskich realiów, gdzie potrzeba garści monet, żeby dokładnie umyć samochód, postanowiłam wziąć dwa – tak na wszelki wypadek. Koszt jednego żetonu wynosi 3000 pesos, czyli ok. 8 złotych.

I tu pojawiło się największe zaskoczenie. Jeśli ktoś działa sprawnie, na jednym żetonie można umyć i nawoskować całe auto. W polskich warunkach brzmi to niemal jak motoryzacyjna promocja roku.

Argentyna nie zawsze jest słoneczna
Samochód był czysty i gotowy do drogi. Pozostało tylko liczyć na dobrą pogodę. Argentyna kojarzy się z południowym słońcem, ale tym razem natura postanowiła pokazać inne oblicze. Ledwie opuściłam Kordobę, zaczęło kropić. Po chwili deszcz bębnił już o dach Arkany i towarzyszył nam niemal przez całą trasę.
Mimo tego podróż okazała się niezwykle malownicza. Przez ciężkie chmury przebijały się w oddali górskie pasma, a płaskie przestrzenie stopniowo zaczęły zmieniać się w bardziej pagórkowaty krajobraz.

Droga prowadząca do Villa General Belgrano ma fragment płatnej trasy szybkiego ruchu. Po drodze znajdują się dwa punkty poboru opłat, a każdy z nich kosztuje 3000 pesos. W zamian otrzymujemy jednak nawierzchnię znacznie lepszą niż na argentyńskiej autostradzie między Buenos Aires a Kordobą.
Najbardziej spektakularny fragment prowadzi wzdłuż jeziora Los Molinos, gdzie droga zaczyna wspinać się w górę i oferuje piękne widoki.

Renault w Bawarskich Alpach Ameryki Południowej
Villa General Belgrano została nazwana na cześć Manuela Belgrano, bohatera argentyńskiej walki o niepodległość i twórcy flagi narodowej. Miasteczko powstało w 1930 roku i bardzo szybko zyskało wyjątkowy charakter. Osiedlili się tu emigranci z Niemiec, Austrii, Szwajcarii i Włoch, którzy przywieźli ze sobą architekturę, kuchnię i zwyczaje z Europy. Spacerując ulicami, można odnieść wrażenie, że ktoś przeniósł fragment bawarskich Alp do Ameryki Południowej.

Drewniane balkony, spadziste dachy, alpejskie restauracje i sklepy z pamiątkami sprawiają, że klimat jest naprawdę wyjątkowy. Witryny zdobią niemieckie flagi, a przed restauracjami stoją figury w ludowych strojach zapraszające do środka.

Renault, strudel, piwo i empanada
Villa General Belgrano to prawdziwy raj dla smakoszy. Można tu spróbować między innymi jabłkowego strudla, różnych gatunków piwa, bawarskich kiełbas i innych specjałów, oczywiście tradycyjnych argentyńskich empanad i wielu innych smakołyków. Co ciekawe, tutaj także co roku odbywa się Oktoberfest, który jest jednym z największych tego typu wydarzeń w Ameryce Południowej i przyciąga tysiące turystów z całego kraju.

W Argentynie „duże” naprawdę znaczy duże
Jedna rzecz potrafi zaskoczyć każdego europejskiego turystę. W Argentynie słowo „grande” traktowane jest bardzo poważnie. Duże porcje jedzenia są naprawdę oooogromneeeeee, a napoje często podawane są w gigantycznych butelkach. Jeśli zamówimy coś w większym rozmiarze, możemy być pewni, że na stole pojawi się naprawdę solidna porcja.

Raj francuskiej motoryzacji – Renault na każdym kroku

Podczas spaceru po miasteczku uwagę moją uwagę zwróciła jeszcze jedna rzecz – samochody. Na ulicach i parkingach wciąż można zobaczyć wiele modeli Renault, które od lat są niezwykle popularne w Ameryce Południowej. Spotkałam między innymi Renault 9, Renault 12 czy Logany, które nadal pełnią rolę codziennych samochodów. Nie brakuje też innych francuskich modeli, takich jak Citroën Basalt.

Tu też pada
Villa General Belgrano to miejsce, w którym można spacerować godzinami. Połączenie europejskiej architektury z południowoamerykańskim krajobrazem tworzy naprawdę niezwykłą atmosferę. Tym razem jednak deszcz okazał się silniejszy. Gdy ulewa zaczęła przybierać na sile, wróciliśmy do samochodu.
Przemoczona, przy dźwięku kropel uderzających o dach Renault Arkany, ruszyłam w drogę powrotną do Kordoby.

Ale powiem Wam jedno, jeśli ktoś chce poczuć klimat Alp, Argentyna potrafi naprawdę zaskoczyć.
Chcesz więcej o Argentynie?
- O wrażeniach z podróży do Argentyny napisałam w tym artykule
- Argentyna mnie zaskoczyła. Francuskie samochody są tutaj wszędzie
- Widziałam Renault, którego Ty nie zobaczysz w Europie! Mój dzień w Buenos Aires między Borealem, La Bocą, tango i legendą Evity
- Zobacz moją relację z wizyty w muzeum, gdzie spotkałam się z miłośnikami Renault i zobaczyłam Renault Papamobile, zbudowanego dla Jana Pawła II


























