List od producenta w sprawie akcji serwisowej ląduje w szufladzie, samochód jeździ dalej, a jego właściciel przez kolejne lata nic z tym nie robi. W Holandii skala problemu stała się tak duża, że tamtejszy urząd RDW chce sięgnąć po naprawdę skuteczne narzędzie: samochód z niewykonaną akcją przywoławczą miałby nie przejść obowiązkowego badania technicznego. Rozważane są również blokada sprzedaży auta i kary finansowe. Powód? W ubiegłym roku wezwanie do serwisu zignorował co trzeci kierowca.
Akcje przywoławcze samochodów są dla wielu właścicieli czymś abstrakcyjnym. Auto przecież jeździ, więc list od producenta można odłożyć na później, a potem o nim zapomnieć. Holenderski urząd RDW, odpowiednik instytucji zajmującej się rejestracją i dopuszczaniem pojazdów do ruchu, twierdzi, że właśnie takie podejście stało się poważnym problemem.
400 tysięcy właścicieli dostało wezwanie
Według danych przytaczanych przez holenderskie media w ubiegłym roku około 400 tys. właścicieli samochodów otrzymało co najmniej jedno zawiadomienie o potencjalnie niebezpiecznej wadzie pojazdu, około jedna trzecia nie zareagowała. Jeszcze bardziej wymownie wyglądają dane z kilku ostatnich lat. Od 2020 roku akcjami przywoławczymi objęto w Holandii około 2,1 mln samochodów, a ponad 600 tys. właścicieli nigdy nie zgłosiło się na wymaganą naprawę.
Akcje dotyczą między innymi poduszek powietrznych, pasów bezpieczeństwa, hamulców, układu paliwowego, przewodów elektrycznych, akumulatorów, elementów zawieszenia czy kół. W najpoważniejszych przypadkach skutkiem wady może być utrata hamowania, pożar, nagłe unieruchomienie samochodu albo niewłaściwe zadziałanie poduszki powietrznej podczas wypadku. Na Francuskie.pl pisaliśmy już wcześniej o ogromnej liczbie samochodów, których właściciele nie wykonują wymaganych napraw w ramach kampanii serwisowych.
Nie zrobiłeś naprawy? Samochód nie przejdzie przeglądu
Szefostwo RDW uważa, że samo wysyłanie kolejnych listów nie działa i potrzebny jest znacznie skuteczniejszy mechanizm. Najprostszy pomysł polega na połączeniu akcji przywoławczych z obowiązkowym badaniem technicznym APK, czyli holenderskim odpowiednikiem naszego przeglądu. Jeżeli samochód ma otwartą, niewykonaną akcję przywoławczą, diagnosta miałby nie dopuścić go do ruchu. Dla właściciela oznaczałoby to konieczność wcześniejszego odwiedzenia autoryzowanego serwisu i wykonania naprawy przewidzianej przez producenta i powrót na przegląd. RDW argumentuje, że to rozwiązanie byłoby niezwykle skuteczne, bo wezwanie do serwisu można zignorować, ale utratę możliwości legalnego korzystania z samochodu już znacznie trudniej.
Samochodu z otwartą akcją serwisową nie będzie można sprzedać?
Jednym z kolejnych pomysłów jest blokada możliwości sprzedaży samochodu, dopóki akcja przywoławcza nie zostanie wykonana. Chroniłoby to również kupującego używane auto. Dzisiaj można bowiem kupić samochód, nie wiedząc, że od miesięcy albo lat widnieje przy nim niewykonana kampania bezpieczeństwa. RDW rozważa ponadto możliwość nakładania kar finansowych na właścicieli uporczywie ignorujących wezwania.
Czasami chodzi dosłownie o życie
Najbardziej oczywistym przykładem są poduszki Takata: Citroën i DS Automobiles prowadziły ogromne kampanie dotyczące C3 i DS 3, a w części krajów właściciele otrzymywali wręcz komunikat Stop Drive, czyli polecenie zaprzestania korzystania z samochodu do czasu wymiany poduszki. Pisaliśmy o tych działaniach wielokrotnie na Francuskie.pl.
Źródło: NL Times






