Na Auto e Moto d’Epoca w Bolonii najgroźniejsze są kartki za szybami. Jedne podają cenę, inne mają napis „SOLD”. Przy pierwszych zaczyna się liczenie pieniędzy. Przy drugich przychodzi myśl, że ktoś właśnie spełnił swoje motoryzacyjne marzenie. Po spacerze po tych halach sama byłam niebezpiecznie blisko podobnego pomysłu, a dlaczego, to zobaczycie m.in. na zdjęciach w galerii pod artykułem.
Tegoroczna edycja odbywa się od 22. do 25. października 2026 roku w BolognaFiere. To jedne z największych europejskich targów klasycznej motoryzacji. A dla kogoś, kto kocha stare samochody, po prostu raj. Co gorsza dla portfela, sporą część tego raju można kupić.
Hala się kończy. Na szczęście jest następna

Próbowałam objąć zdjęciem wnętrza pawilonów. Powodzenia. Samochody ciągną się daleko między stoiskami, nad nimi rozpościerają się stalowe konstrukcje dachów, a aparat mieści zaledwie fragment tego zamieszania. Ledwie człowiek przyjrzy się jednemu autu, już dostrzega następne. I jeszcze jedno, kawałek dalej. Organizator wyznaczył cztery trasy tematyczne: Car Dealers and Restorers, czyli sprzedawcy samochodów i warsztaty renowacyjne; Motorbike, poświęconą motocyklom; Where Culture Meets Passion, łączącą kulturę z pasją; oraz Spare Parts, Models and Automobilia, z częściami, modelami i motoryzacyjnymi pamiątkami. Przy takim rozmachu dobrze mieć chociaż orientacyjny plan. Mój aparat szybko zaczął jednak prowadzić własną politykę.
Włosi wystawili swoje skarby. I otworzyli maski

Najczęściej trafiałam na Fiaty, Alfy Romeo, Lancie i Porsche. Lakier błyszczy, chrom odbija światło, kolejne nadwozia domagają się uwagi. Rajdowa Lancia Stratos z potężnym tylnym spojlerem, Fulvia z baterią dodatkowych reflektorów, elegancka Flaminia Convertible — przy samej Lancii można zostać na długo. Przedwojenna Astura z otwartą maską odsłania mechanikę, a błękitna Chevrolet Corvette Sting Ray pokazuje zarówno silnik, jak i dopasowane kolorystycznie wnętrze. Fotografowałam karoserie, ale też kierownice, zegary, fotele i emblematy. Tutaj nawet niewielki znaczek na masce potrafi zatrzymać na dłuższą chwilę.
Francuska pokusa za 14.500 euro

Miłośnicy Citroëna, Renault i Peugeota również mają czego szukać. Fotografowałam smukłe Citroëny DS, czerwone i żółte Méhari oraz niebieską furgonetkę AK 400 z wyblakłymi napisami reklamowymi na bokach. Niedaleko stało czarne Renault 4CV, małe, obłe i pełne wdzięku.

AK 400 z 1977 roku wystawiono za 14.500 euro. Tyle samo wynosiła cena na kartce przy Renault 4CV z 1955 roku. Dalej znalazłam niebieski, otwarty samochód opisany przez sprzedawcę jako „Citroën Sport”. Niska sylwetka, maleńka szyba, ciasny kokpit. Cena… 85.000 euro. Różnica między poszczególnymi pokusami potrafi więc być całkiem kosztowna.

Były również niebieskie Alpine A110, z bliska jeszcze drobniejsze, niż sugerują fotografie. Otwarta tylna pokrywa pozwalała zajrzeć do silnika. Francuski program targów obejmował też zapowiadane na Francuskie.pl 40-lecie Citroëna AX oraz jubileusz Peugeota 204 Cabriolet.

Samochody wielkie, maleńkie i całkiem współczesne

Obok długich, dostojnych nadwozi stoją mikrosamochody wyglądające jak zabawki dla dorosłych. Zaokrąglone kabiny, niewielkie kółka, drzwi w zaskakujących miejscach. Przy nich nowoczesne Microlino przypomina, że pomysł na maleńki samochód wciąż ma swoich zwolenników. Są też współczesne sportowe maszyny, choćby Dallara Stradale, oraz nowe rajdowe wcielenie Ypsilona. Między nimi klasyczne brytyjskie MG, stare motocykle Harley-Davidson i Gilera. Można zmieniać epokę i kraj pochodzenia co kilkanaście kroków.

Można kupić samochód. Albo zacząć od części

Najwięcej stoisk z częściami tworzy osobny świat dla ludzi odnawiających klasyki. Przy takim wyborze łatwo zrozumieć, dlaczego ktoś przyjeżdża tutaj z listą poszukiwanych elementów. Inny wróci z modelem do gabloty albo zabytkowym dystrybutorem paliwa. Te ostatnie również fotografowałam – świetnie pasowałyby do garażu z klasykiem. Do tego rękawiczki, torby, kurtki, szaliki i jedzenie. Znalazłam nawet stoisko zajmujące się odnawianiem wag i krajalnic. Włoska dbałość o stare przedmioty obejmuje najwyraźniej także wyposażenie sklepu spożywczego…
Jean znał dwa polskie zwroty. Jeden bardzo tu pasował

Polski usłyszałam już w kolejce, gdy stanęło za mną dwóch rodaków. Później nasz język docierał do mnie także między stoiskami. Największą niespodzianką okazał się jednak Jean, starszy Francuz, którego ojciec jest Polakiem. Bardzo dobrze wymówił Do widzenia i nie mam pieniędzy. Powiedział to tak po prostu, bez związku z jakimkolwiek targowaniem. Ten drugi zwrot szczególnie zapadł mi w pamięć. Zwłaszcza że na części samochodów widniało już „SOLD” (sprzedany). Ktoś najwyraźniej miał pieniądze. I teraz ma również samochód.

Ja przywiozłam 125 zdjęć. Obejrzyjcie je i spróbujcie wybrać tylko jeden samochód, który chcielibyście zabrać do domu. W Bolonii właśnie z tym miałam największy problem…
specjalnie dla Czytelniczek i Czytelników Francuskie.pl – Marta































































































































