Citroën wyciągnął z sejfu nazwę 2CV i chce zaprezentować model koncepcyjny, który będzie wstępem do wersji produkcyjnej już 12 października w Paryżu. Mam spore obawy, że jeśli nowe 2CV nie będzie naprawdę wybitne, Citroën może wyrządzić swojej marce ogromną krzywdę.
Można powiedzieć, że Citroën podniósł stawkę do maksimum i rzucił na stół wszystkie pieniądze a teraz musi zmierzyć się z wyobrażeniem milionów ludzi o tym, czym Citroën powinien być. Nie wiem czy pamiętacie, ale w maju, gdy Xavier Chardon, szef Citroëna, oficjalnie ogłosił powrót 2CV, użył bardzo mocnych słów. Ale być może zbyt mało mocnych, bo Citroën 2CV niesie za sobą ogromny ładunek emocjonalny. Dla niektórych to samochód, który we Francji zmotoryzował całe pokolenia, był tani, nieskomplikowany, lekki, oszczędny i niesamowicie praktyczny, ale dla bardzo wielu to także legenda i styl życia. Mógłbym tu pisać godzinami o tym, że takiej nazwy nie można przykleić do przeciętnego samochodu. Serio.
Przejrzałem setki publikacji i wpisów na temat nowego modelu w sieci i trudno nie zauważyć ogromnego poziomu emocji, z jakim ludzie o nim piszą. Francuzi oczekują prostoty i ducha oryginału, Niemcy piszą o powrocie legendy w wydaniu elektrycznym, Brytyjczycy zastanawiają się, czy Citroënowi uda się zrobić z 2CV to, co Renault zrobiło z modelem 5. Dealerzy, którzy zobaczyli w Paryżu pierwszą makietę, oszaleli na jej widok, pozytywnie! A inwestorzy, zwykle nieskorzy do okazywania emocji, klaskali, gdy Stellantis ogłaszał nowy model. To cholernie niebezpieczne!
Citroën obiecał właściwie wszystko
Marka sama stworzyła katalog cech, które nowy 2CV ma spełniać: ma być przystępny cenowo, lekki, praktyczny, wszechstronny, wyróżniający się, prosty, ma dawać wolność, ma być ludzki… Można by tak długo, to piękne określenia, bardzo piękne słowa. A ja się boję, znając Stellantis i jego przeżartą korporacyjnością strukturę, że będzie to auto stworzone w dużej części przez menadżerów projektu i księgowych a nie miłośników motoryzacji. Bo 2CV musi do tej korporacji pasować a pierwsze 2CV nie pasowało do niczego.
Renault zrobiło Citroënowi dodatkowy problem
Największym problemem 2CV jest też Renault 5, bo gdyby nowe 2CV powstawało dziesięć lat temu, moglibyśmy zastanawiać się, czy wskrzeszanie dawnych nazw w ogóle ma sens, ale dzisiaj odpowiedź już znamy. Renault 5 okazało się jednym z najbardziej udanych powrotów historycznego modelu ostatnich lat i nie jest kopią starej piątki, ale do niego wprost nawiązuje a klienci? Klienci pomysł kupili: w pierwszej połowie 2026 roku Renault 5 było najpopularniejszym elektrycznym samochodem segmentu B w Europie! 2CV zyskało więc gotowy punkt odniesienia.
Powrót legendy nie musi być sukcesem, ale może
Na koniec dodam tylko, że historia motoryzacji zna wiele powrotów legendarnych nazw i wiele klęsk takich projektów. I po prostu obawiam się, że cały ten hype, wszystkie te emocje wokół 2CV, mogą być o wiele większe niż sam samochód. Stellantis to bezduszna korporacja, pełna korporacyjnych ludzików wypranych z emocji. Do tego mamy ciągle obecny konflikt Peugeot – Citroën, te zadawnione urazy, mamy budżety, cięcia, Antonio Filosę, który jest Włochem… I ktoś mógłby powiedzieć, że to nie powinno przeszkadzać.
No właśnie… nie powinno.
fot. ilustracyjna






