Wczoraj trwały powroty z długiego weekendu, wzmożony ruch panował tradycyjnie na A1, A4, A2 czy Zakopiance. Momentami sznur aut jechał 80-90 km/h na obu pasach a w sieci momentalnie rozgorzała dyskusja dlaczego tak jest. Odpowiedź nie powinna zaskoczyć doświadczonych kierowców.
Po długim weekendzie na drogi jednocześnie wyjechały dziesiątki tysięcy kierowców wracających znad morza, z gór, z działek i rodzinnych wyjazdów. W takiej sytuacji zaczyna działać zjawisko masowego spowolnienia ruchu. Wystarczy, że jeden kierowca mocniej zahamuje, drugi zareaguje z opóźnieniem, trzeci zmieni pas, a czwarty zacznie wyprzedzać z niewielką różnicą prędkości i po chwili cała fala ruchu zwalnia. To właśnie dlatego wczoraj wielu kierowców miało wrażenie, że nic się nie stało, a mimo to jedzie się 90, 100 albo 110 km/h zamiast 130 czy 140 km/h. Przy bardzo dużym natężeniu ruchu autostrada osiąga granicę swojej przepustowości. Każdy dodatkowy samochód nie tylko zajmuje miejsce, ale zwiększa liczbę manewrów, hamowań i zmian pasa.
O co chodzi? Jeżeli na lewym pasie jedzie gęsty strumień aut, a na prawym jadą ciężarówki, kampery i samochody z bagażnikami dachowymi, każdy manewr wyprzedzania spowalnia cały układ. Wystarczy samochód jadący 112 km/h, który wyprzedza auto jadące 105 km/h. Teoretycznie wszystko odbywa się zgodnie z przepisami a w praktyce taki manewr trwa długo i za nim błyskawicznie cały wielki wąż aut zwalnia
Najbardziej irytujące jest to, że po kilku kilometrach spowolnienia nagle wszystko wraca do normy, choć po drodze nie było ani kolizji, ani zwężenia, ani patrolu policji. To klasyczny efekt fali w ruchu drogowym. Jedno mocniejsze hamowanie potrafi przenieść się na kolejne samochody. Każdy następny kierowca hamuje trochę mocniej, bo ma mniej czasu na reakcję. Po kilkudziesięciu autach z niewielkiego odpuszczenia gazu robi się mocne hamowanie, a z mocnego hamowania niemal zatrzymanie. Co gorsza, im większy ruch, tym łatwiej o takie zjawisko. Przy pustej autostradzie jeden błąd kierowcy nie ma większego znaczenia. Przy dużym ruchu ten sam błąd natychmiast wpływa na setki samochodów jadących za nim.

I przy dużym ruchu jazda 130-140 km/h staje się w zasadzie nierealna. Chodzi o różnice prędkości między pojazdami są bardzo duże, jedni jadą 90–100 km/h, inni 120 km/h, jeszcze inni próbują utrzymać 140 km/h lub więcej. To powoduje ciągłe doganianie, hamowanie i zmianę pasa.
A wczoraj zadziałało kilka czynników naraz. Były powroty z długiego weekendu, duża liczba aut rodzinnych, bagażniki dachowe, przyczepy, kampery, kierowcy zmęczeni po kilku dniach wyjazdu i bardzo różne tempo jazdy. Do tego dochodziły lokalne utrudnienia, większy ruch przy węzłach, zjazdach, stacjach benzynowych – o czym pisaliśmya, MOP-ach i bramkach. W takich warunkach najgorsze, co można zrobić, to jechać agresywnie. Siedzenie komuś na zderzaku, miganie światłami, gwałtowne zmiany pasa i ciągłe przyspieszanie do kolejnego hamowania nie poprawiają czasu przejazdu.

Wczorajsza wolniejsza jazda nie była żadną tajemnicą. To był po prostu efekt masowych powrotów i ograniczonej przepustowości dróg. Gdy ruch przekracza pewien poziom, prędkość naturalnie spada, a każda drobna decyzja kierowcy wpływa na wiele kilometrów za nim. Jak można to usprawnić? Jechać wolniej i płynniej, unikać gwałtownych manewrów. I wszystkim za Tobą będzie lepiej.








