Piętnaście litrów benzyny i częstsze wizyty na stacji, jeśli kierowca nie podłączy auta do ładowarki. Transport & Environment proponuje taki limit zbiornika dla hybryd plug-in promowanych przez politykę publiczną i zachęty podatkowe. To absurdalny sposób zachęcania do jazdy na prądzie, który utrudniłby podróże również osobom regularnie ładującym samochód.
Pomysł opisano w raporcie T&E „Smoke screen: the growing PHEV emissions scandal” i jest postulatem organizacji lobbingowej. Dokument przedstawia kryteria, według których należałoby wspierać wybrane konstrukcje PHEV.
Zbiornik 15 litrów w hybrydzie plug-in. Co proponuje T&E?
Organizacja chce maksymalnie 15-litrowego baku, co miałoby nakłaniać użytkowników do częstszego ładowania. Towarzyszą temu kolejne wymagania: co najmniej 200 km rzeczywistego zasięgu elektrycznego do 2030 roku, szybkie ładowanie prądem stałym z mocą powyżej 100 kW oraz silnik elektryczny przynajmniej trzykrotnie mocniejszy od spalinowego. Ostatni warunek dobrze pokazuje skalę ingerencji w konstrukcję samochodu: przy jednostce benzynowej o mocy 100 KM oznaczałby silnik elektryczny o mocy minimum 300 KM. Kto za to zapłaci? Lobbyści już o tym drobiazgu nie wspominają.
Oczywiście problem, na który wskazuje T&E, jest realny. Ludzie nie ładują plug-inów z wielu powodów, ale ograniczenie pojemności zbiornika nie usuwa przyczyn problemu. Osobie bez możliwości ładowania przy mieszkaniu lub pracy przybędzie obowiązków. Poza tym nawet ktoś, kto sumiennie podłącza przez cały tydzień auto do ładowania, natychmiast odczuje znacznie mniejszy bak podczas wakacyjnej podróży, kiedy infrastruktura albo plan przejazdu utrudnią ładowanie.
Przyjmujemy spalanie 6,7 l/100 km, jazdę bez energii pobranej z gniazdka, start z pełnym bakiem i wykorzystanie całej jego pojemności. Dla porównania używamy zbiornika 51 l, wskazanego w raporcie z 2025 roku jako średnia dla PHEV-ów.
Zbiornik |
Zasięg |
Tankowania na 1000 km* |
|---|---|---|
15 l |
około 224 km |
4 |
51 l |
około 761 km |
1 |
*Liczba postojów po rozpoczęciu podróży z pełnym zbiornikiem, bez zachowywania rezerwy.
Kim są lobbyści z T&E i kto ich finansuje?
Transport & Environment jest organizacją pozarządową działającą na rzecz ograniczenia wpływu transportu na klimat, wpisaną do unijnego rejestru przejrzystości a wpływanie na politykę publiczną należy do deklarowanych celów działania. Dyrektorem wykonawczym jest William Todts, a funkcję wiceprezesa zarządu pełni Marcin Korolec, były polski minister środowiska. W zestawieniu finansowania za 2025 rok T&E wymienia między innymi ClimateWorks Foundation, Climate Imperative Foundation i Sequoia Climate Foundation, każdą w kategorii wsparcia przekraczającego milion euro. Wspiera ich też Komisja Europejska.
Nasza ocena: Absurdalny i szkodliwy pomysł
Pomysł T&E jest nie tylko absurdalny ale i szkodliwy. Po raz kolejny uderza się w kierowców w imię walki z samochodami. Do tematu wrócimy niebawem.






