W czasach, gdy elektroniczne systemy wspomagania jazdy coraz skuteczniej izolują kierowców od jazdy, Renault Clio V6 przypomina, jak wyglądała motoryzacyjna dzikość. To auto nie przebacza – ono wymaga. A w zamian oferuje coś, czego coraz mniej na rynku: bezpośrednie, filtrowane jedynie przez kierownicę i zawieszenie, emocje.
Druga generacja Clio V6 była zupełnie nową jakością w porównaniu z poprzednikiem. Trzylitrowy silnik V6, umieszczony tuż za plecami kierowcy, generował 255 KM – o 28 KM więcej niż w pierwotnej wersji. I nie są to konie grzeczne. Ten motor wrzeszczy, ryczy, szarpie – przy każdej zmianie biegu mamy wrażenie, jakby silnik domagał się więcej. I słusznie, bo jego żywiołem są wysokie obroty. Za ten dziki chór odpowiadają również inżynierowie Porsche, którzy pomogli Renault w dopracowaniu jednostki napędowej i układu dolotowego.
V6-ka to nie jest auto dla niedzielnych kierowców. Układ kierowniczy ma ograniczony skręt – o korektach toru jazdy można zapomnieć. Zawieszenie? Twarde jak deskorolka, każda nierówność na drodze przenosi się prosto na kręgosłup. Dodatkowy stabilizator, szerszy rozstaw osi i zmienione punkty mocowania tylnej osi uspokoiły nieco płochość tyłu, ale Clio V6 wciąż wymaga szacunku. Jazda po zakrętach to taniec na granicy fizyki.
Renault Clio V6 oraz inne kultowe samochody Renault Sport. Legenda, która trwa!
W środku nie ma luksusów – trochę aluminium, plastik w kolorze nadwozia, fotele z Clio Sport. Radość z jazdy rekompensuje brak ekstrawagancji. Bagażnik? 67 litrów. Owszem, to auto nie służy do wożenia zakupów – to rakieta drogowa. Clio V6 nie jest tanie w eksploatacji. Spalanie rzędu 15 l/100 km to norma, a szybka jazda kończy się spalonym sprzęgłem i zużytymi tylnymi oponami. Elementy nadwozia nie wybaczają kontaktów z krawężnikami. Ale tu nie chodzi o oszczędność. Tu chodzi o frajdę. O uczucie prowadzenia prawdziwego sportowego samochodu, który wymaga zaangażowania każdą kończyną i mięśniem.
To nie jest samochód dla każdego. Clio V6 to wyzwanie – brutalne, hałaśliwe i pozbawione kompromisów. Dla tych, którzy uważają, że ESP to zabójca emocji, a ABS może czasem blokować rozwój kierowcy. Dla tych, którzy szukają samochodu z duszą. Choćby była ona czysta, nieokiełznana i piekielnie głośna.
Dzisiaj kupno sensownego egzemplarza oznacza duże wydatki. Ale to taki samochód, który warto mieć, jeśli kochacie prawdziwą motoryzację. Ceny zaczynają się od 45 tysięcy euro a górnej granicy nie ma. Tak to wygląda…
https://www.youtube.com/watch?v=SNzSE7-ivaw






