Lionel Lucas – znacie to nazwisko? Zapewne nie. A warto, bo oprócz swojego ukochanego samochodu, którym był Citroën AX 1.5 diesel, miał też marzenie. Pokonać tor Nürburgring w czasie poniżej 10 minut.
Są w świecie motoryzacji historie, które pachną benzyną, potem i romantyzmem dawnych czasów, kiedy rajdy wygrywało się sercem, a nie mocą silnika. Jedną z takich historii jest opowieść o człowieku, który przez siedem lat walczył z najtrudniejszym torem świata, uzbrojony jedynie w starego Citroëna AX z silnikiem diesla o mocy 58 koni mechanicznych. Bez sponsorów, bez mediów, bez wsparcia fabryki. Tylko on, jego skromny samochód i obsesja – złamać 10 minut na Nordschleife. Lionel Lucas to nie jest nazwisko znane w świecie motorsportu. Nie znajdziecie go w rankingach kierowców, na listach startowych Le Mans, ani w relacjach z wyścigów GT.
To zwykły pasjonat, człowiek, który po prostu nie mógł przestać jeździć. Każdego roku pakował swój stary Citroën AX 1.5 D, narzędzia, kilka zapasowych części i wyruszał z Francji na północ Niemiec, by ponownie zmierzyć się z legendą toru Nürburgring. Nie po to, by wygrać z kimkolwiek, ale żeby pokonać samego siebie – i własne ograniczenia. To, co wydarzyło się przez te siedem lat, można by opisać jako podręcznikową definicję szaleństwa i determinacji. Lucas przejechał 118 okrążeń Zielonego Piekła. Wymienił 9 silników, które po prostu nie wytrzymały tej katorgi, oraz 5 skrzyń biegów, które poddały się pod naporem toru o długości 20,8 kilometra. Z samochodu usunął wszystko, co było zbędne, aby odchudzić auto, z podsufitką włącznie. Zimą dłubał w garażu, latem wracał na Ring. Rok po roku. Każde okrążenie było lekcją – o fizyce, mechanice i cierpliwości.
Nie było tu tuningu ani sponsorów z naklejkami. AX Lucasa wyglądał jak zajeżdżone auto studenta – lakier matowy od słońca, felgi zardzewiałe, a wnętrze pełne taśmy i kabli. Ale właśnie to czyniło go wyjątkowym. Bo w tej skromności kryło się coś, czego nie mają supersamochody: dusza. Kierowca i maszyna stali się jednym organizmem – zgranym, pokornym wobec trasy, ale pełnym pasji.
I w końcu, po siedmiu latach niekończących się prób, porażek, awarii i restartów, nadszedł dzień, w którym stało się coś niewiarygodnego. Na ekranie stoperów pojawił się czas: 9 minut 55 sekund. Dla świata motorsportu to nic. Dla Lucasa – to był Mount Everest. To był moment, w którym wszystkie nieprzespane noce, wszystkie spalone sprzęgła i rozlane oleje miały sens. Citroën AX, samochód o mocy odkurzacza, złamał dziesięć minut na Nürburgringu. Dla niektórych to może wydawać się absurdalne – po co katować stare auto przez tyle lat, skoro i tak nigdy nie będzie najszybsze?
Brawo Lionel!






