Pan Jerzy kupił Citroëna BX w 1995 roku dla swojego ojca, ale kiedy przywiózł samochód z Amsterdamu, usłyszał jedno pytanie: „Co to jest?” Okazało się, że doszło do małej pomyłki – tata upatrzył sobie inny model z hydropneumatycznym zawieszeniem, nie BX-a. Z czasem, samochód przekonał do siebie komfortem i służył w rodzinie przez wiele, wiele lat aż w końcu dołączył do kolekcji klasycznych samochodów pana Jerzego.
Przyjechałam na umówione spotkanie nieco przed czasem. Wyznaczone miejsce roztaczało specyficzny klimat tworzony przez rzędy garaży, kanapy z czerwono-białym i brązowym obiciem oraz dekoracje w amerykańskim stylu z lat 70. Widok zaparkowanego na uboczu XM-a utwierdził mnie jednak w przekonaniu, że trafiłam pod właściwy adres. Kilka minut później zjawił się pan Jerzy Napierała-Nowak, właściciel restauracji specjalizującej się w kuchni amerykańskiej i kolekcjoner zabytkowych samochodów.
Co kryje w swoich garażach? Największą miłością już od lat dziecięcych jest motoryzacja amerykańska, ale ważne miejsce w jego sercu zajmują również pojazdy brytyjskie i francuskie a w szczególności Citroën.
Pierwsze odpalenie silnika
„Kiedy byłem mały dostałem książeczkę „Samochody Świata” z 1970 roku, w której znajdowały się rysunki, które totalnie mnie oczarowały. Najbardziej podobała mi się sekcja amerykańska i miłość do amerykańskiej motoryzacji pozostaje we mnie do dziś” – opowiada pan Jerzy. Chłopięca miłość w końcu doprowadziła do zakupu pierwszego klasyka – Chevroleta Caprice a kolekcja ciągle się rozrasta. „To jest jak choroba” – dodaje. „Tylko proszę nie pytaj, ile mam samochodów. Naprawdę nie wiem – już dawno przestałem liczyć.
Miałem wiele samochodów francuskich, szczególny sentyment budzi we mnie Citroën, co doskonale odzwierciedla część mojej kolekcji”. Za drewnianymi drzwiami garaży kryją się BX, CX, Dyane i Acadiane a jednym z samochodów marzeń jest DS Cabrio opracowany przez firmę Chapron.
BX to jeden z najbardziej charakterystycznych modeli Citroëna. Jego kanciasta, odważna sylwetka została zaprojektowana przez legendarnego włoskiego stylistę Marcello Gandiniego, autora projektów wielu kultowych samochodów jak Lamborghini Countach czy Lancia Stratos. Egzemplarz należący do pana Jerzego wyróżnia się butelkowozielonym lakierem, na którym po bokach pojazdu możemy dostrzec niebieskie emblematy wersji Progres oferowanej na rynku holenderskim. Pod maską pracuje benzynowy silnik o pojemności 1,6 litra. W momencie zakupu, w samochodzie znajdowała się instalacja LPG, ale po latach została zdemontowana.
Moja wizyta była okazją do pierwszego od kilku miesięcy uruchomienia silnika. Jednostka odpaliła za pierwszym razem i bez żadnego zająknięcia. Właściciel zdziwił się tylko trochę warstwą kurzu na samochodzie i po wyjeździe z garażu spokojnie, z należytą uwagą zaczął przecierać zielone nadwozie Citroëna opowiadając przy tym historię samochodu.
Citroën BX z przypadku
„To był wybór mojego ojca, choć może nie tak do końca. Tata poprosił mnie żebym kupił mu wybrany model Citroëna i kiedy znalazłem 3-letniego BX-a w salonie w Amsterdamie, zadzwoniłem, opisałem egzemplarz a on się zgodził. Kiedy go przywiozłem, tylko złapał się za głowę. 'Co to jest?’ – spytał. Okazało się, że źle mnie zrozumiał i tak naprawdę zależało mu na innym modelu z hydropneumatycznym zawieszeniem. Nie pamiętam już o jaki dokładnie samochód chodziło, ale na pewno nie o BX-a” – wspomina z uśmiechem pan Jerzy.
„Kilkanaście lat temu kupił sobie nowy samochód i przekazał BX-a mnie. Początkowo traktowałem go po prostu jako zwykły, stary samochód do jazdy na co dzień, ale pewnego dnia zdałem sobie sprawę, że zostałem z BX-em sam. Pozostałe egzemplarze dość nagle zniknęły z polskich dróg. Wtedy zrozumiałem, że nadszedł czas, żeby należycie zaopiekować się tym samochodem”.
Rodzinna pamiątka
Od 31 lat Citroën BX w wersji Progress nieprzerwanie pozostaje w rękach jednej rodziny. Przez ten czas towarzyszył codziennym obowiązkom, rodzinnym wyjazdom i dalszym podróżom. Na liczniku ma dziś 216 tys. kilometrów, pokonywanych zarówno podczas zwykłej, codziennej eksploatacji, jak i wakacyjnych wypraw. Właściciel wspomina podróż z tatą na Sycylię, oddaloną od Warszawy o ponad 2500 kilometrów, którą BX pokonał bez najmniejszych problemów.
Egzemplarz pana Jerzego pochodzi z późniejszego okresu produkcji modelu. Oznacza to między innymi rezygnację z charakterystycznego bębnowego prędkościomierza na rzecz klasycznego zestawu wskaźników z analogowymi tarczami i wskazówkami. Wnętrze jest zachowane w oryginalnym stanie a welurowa tapicerka praktycznie nie nosi śladów zużycia i wygląda niemal tak jak w dniu opuszczenia salonu.
„Nie zamierzam go sprzedawać. Pozostanie w mojej kolekcji jako rodzinna pamiątka” – mówi pan Jerzy i trudno o lepsze podsumowanie historii samochodu, który przez ponad trzy dekady stanowił część życia rodziny.



Zobacz także:
- Citroën BX 4×4, prawie 500 km i lepszy off-road niż na Saharze (Trans-Carpathia 2026 cz. 2)
- Citroën wraca do zawieszenia hydropneumatycznego? Oto technologia Nimbus, wykorzystana przez Stellantis
































