Cena nowego samochodu we Francji wzrosła od 2019 roku o 34%, a sprzedaż spadła o 27%. Państwo nakłada kolejne podatki, Unia Europejska kolejne obowiązki, producenci likwidują tanie modele, a zwykłemu kierowcy mówi się, że powinien kupić nowe, bezpieczne i ekologiczne auto. Tylko coraz mniej osób może sobie na nie pozwolić.
Europejska polityka motoryzacyjna zaczyna przypominać gaszenie pożaru benzyną, bo z jednej strony samochody mają być czystsze, bezpieczniejsze i bardziej zaawansowane ale równocześnie są absurdalnie drogie. Nowe badanie przygotowane przez Roland Berger dla francuskich organizacji branżowych pokazuje skalę problemu. Średnia cena samochodu we Francji miała wzrosnąć z 21.811 euro w 2019 roku do 29.370 euro w 2025 roku. To podwyżka o 34% w ciągu sześciu lat! W tym samym czasie rynek skurczył się z około 2,2 mln do 1,6 mln nowych samochodów rocznie. Spadek wyniósł 27%.
I łatwo tu zauważyć zależność. Kiedy samochód kosztuje o jedną trzecią więcej, a wynagrodzenia nie rosną w tym samym tempie, część klientów po prostu rezygnuje z zakupu a inni wybierają auto używane, wydłużają dotychczasową umowę leasingową albo naprawiają samochód, którego w normalnych warunkach dawno by się pozbyli. W 2025 roku we Francji sprzedano zaledwie 1,63 mln nowych samochodów osobowych. Był to jeden z najsłabszych wyników od dziesięcioleci, pomijając okres zaburzeń wywołanych pandemią i brakiem podzespołów. Tym razem samochodów w salonach nie brakowało., ale zabrakło klientów gotowych zapłacić za nie wyższą cenę.
Najmocniej widać to w gospodarstwach domowych o niższych dochodach. Jeszcze kilka lat temu 40% najmniej zamożnych francuskich rodzin odpowiadało za około jedną czwartą zakupów nowych samochodów. W 2025 roku ich udział miał spaść do zaledwie 15%. Nowy samochód stał się produktem dla firm, flot, leasingu i zamożniejszej części społeczeństwa.
Współczesny samochód ma obowiązkowo ostrzegać o przekroczeniu prędkości, obserwować koncentrację kierowcy, pilnować pasa ruchu, rejestrować dane związane ze zdarzeniem i spełniać coraz ostrzejsze wymagania dotyczące cyberbezpieczeństwa a każde takie urządzenie kosztuje.
Wymagania te są takie same dla dużego SUV-a za 250 tysięcy zł dla małego samochodu miejskiego za 60 tysięcyW drogim aucie kilka tysięcy euro dodatkowych kosztów można ukryć w cenie. W tanim samochodzie zabijają cały sens ekonomiczny modelu, dlatego z rynku swego czasu zaczęły znikać najprostsze konstrukcje. Nie opłaca się ich projektować, homologować ani produkować.
Spadek sprzedaży samochodów w Europie nie rozpoczął się wczoraj. Branża przecież już od kilku lat ostrzega, że klienci nie są gotowi na tempo i koszt zmian narzuconych przez regulacje, ale odpowiedzią polityków były kolejne regulacje. Sama Europa jest dziś podręcznikowym przykładem, jak można jednocześnie utrudnić życie producentom, dealerom i klientom. Samochód drożeje przez obowiązkowe wyposażenie i koszt nowych napędów, następnie jego cena rośnie przez podatki a później państwo oferuje dopłatę do wybranych modeli, finansowaną oczywiście z pieniędzy podatników. To absurd a na samym końcu politycy zastanawiają się, dlaczego sprzedaż spadła o 27%.
Źródło: badanie Roland Berger przygotowane dla PFA






