Wczoraj na jednej ze stacji benzynowych przy trasie szybkiego ruchu korzystałem z toalety. Ot, zwykła przerwa w podróży, jakich wiele. Czasem warto wysiąść nawet z bardzo wygodnego francuskiego samochodu, rozprostować kości, napić się kawy i przypomnieć sobie, że świat istnieje również poza kierownicą. Toaleta jak toaleta. Zatłoczona, bo popularna trasa, początek sezonu wyjazdowego. Wchodzę i już od drzwi słyszę czyjś donośny głos.
Metr sześćdziesiąt wzrostu, jasne spodnie, granatowa marynarka, porządne buty. Typ menadżera średniego szczebla albo przynajmniej kogoś, kto bardzo chciałby za takiego uchodzić. Stał przy pisuarze, telefon przytrzymywał ramieniem i głową, a jednocześnie prowadził rozmowę, która najwyraźniej decydowała o losach świata albo nawet galaktyki, przynajmniej tak mogłem sądzić po stopniu zaangażowania.
Rozmowa była bowiem tak ważna, że nie mogła poczekać nawet tych kilkudziesięciu sekund, które normalni ludzie poświęcają na oddanie moczu. Pan Kiblorozmowny ze swadą informował swojego rozmówcę, że kupił właśnie pięć samochodów służbowych. Wyjaśniał również, że handlowcy chcą mieć rejestratory jazdy dla własnego bezpieczeństwa. Zapraszał do firmy. Obiecywał komfortowe warunki montażu, bo wspominał o tym, że auta będą na hali. Słuchała tego cała męska toaleta, a podejrzewam, że część damskiej również. Nie przestał nawet wychodząc, a jak umył ręce, to tylko bakterie raczą wiedzieć.
Przytaczam szczegóły jedynie dlatego, że ta scena doskonale pokazuje, jak bardzo zmieniły się nasze obyczaje. Kiedyś rozmowa telefoniczna była czymś w rodzaju spotkania, a dzisiaj niektórzy chyba nie odebrali jakiejś podstawowej szkoły, a najbardziej dziwi mnie jednak brak szacunku dla rozmówcy. Wyobraźmy sobie tę sytuację z drugiej strony. Dzwoni do nas ktoś, rozmawiamy o biznesie, samochodach, pieniądzach czy współpracy. W tle słychać odgłosy publicznej toalety, bardzo charakterystyczne odgłosy. Pan Kiblorozmowny najwyraźniej uważał, że tak wypada, można i nie ma obciachu. Dla mnie to obciach maksymalny.
No ale w jego świecie nie było innych ludzi. Nie było kilku osób korzystających z toalety. Nie było rozmówcy po drugiej stronie słuchawki, bo przecież człowiek naprawdę ważny nie może przerwać rozmowy nawet na minutę, nawet wtedy, gdy stoi przy pisuarze. Żałosne.
Panie Kiblorozmowny, podpowiadam: kolejny etap pana kariery to wideokonferencja z kabiny WC z kamerą, w końcu brak szacunku dla rozmówcy oraz innych osób w toalecie nie mają u pana zapewne żadnych granic. A poważniej, czynności fizjologiczne były i są wyłączone z życia publicznego, należą do sfery prywatnej. Toaleta jest miejscem, w którym człowiek na chwilę znika z przestrzeni społecznej, nie prowadzi się tam interesów, nie załatwia spraw służbowych, nie uczestniczy się w życiu publicznym. 30 sekund, minutę, dwie, ale tego się po prostu nie robi.

To podstawy kultury osobistej. Być może stacje (nie tylko MOL) powinny dla takich osób umieszczać odpowiednie karteczki?
fot. ilustracyjna







