Czy jesteście gotowi na kolejny odcinek przygód w Clio Cup? To łapcie opis z toru w Magny Cours. Tym razem nie będę koncentrował się na samym opisie toru i ciekawostkach z nim związanych. Dzisiaj opowiem Wam o tym, jak wyglądał weekend wyścigowy, nie tylko od strony motorsportowej ale także międzynarodowo imprezowej, ale także jak szukać potencjału w sobie, i co robić, kiedy się człowiek zblokuje. Przynajmniej pokażę, co robimy my w takich okolicznościach i że czas, jest naszym sprzymierzeńcem. Nawet zachęciliśmy firmę, która ten czas w motorsporcie ujarzmiła!
Jak pamiętacie, Filip do tego weekendu miał już dwa wyścigi za sobą. Pierwszy w Nogaro i kolejny na torze w Paul Ricard. Pierwsze śliwki robaczywki, więc w Nogaro na pierwszym treningu był 6 sekund za liderem, w Le Castallet już tylko trzy i pół, a w Magny Cours było ich tylko dwie (z haczykiem, takim na 0,4).
Tutaj mała dygresja, zmienia się wszystko i moja rola w całej układance również. Przez ponad dwa lata, biegałem z kluczami, zmieniałem zębatki, osie, ustawienia, caster i camber w gokarcie. Dziś, to już jest kompletnie niepotrzebne więc postanowiłem bez żalu udać się na trybuny. Moja rola się zmieniła, mniej smaru na rękach, więcej kombinacji w głowie. Z drugiej strony wiele można zobaczyć, po prostu patrząc. Czy zmienię tytuł cyklu? A czy Clio po wymianie wszystkich części przestaje być Renault?
Przygotowania:
Ominęliśmy trening w Walencji z oczywistych powodów, nazywam to pieszczotliwie „obustronne zapalenie portfela” i przygotowywaliśmy się do zawodów w symulatorze iRacing. Szczęśliwie ten tor jest do „objechania” wirtualnie, i choć są różnice (i jak się okaże, zdradliwie niezauważalne), to mimo wszystko dało to dużo. Napisałem: przygotowywaliśmy się, bo ja również odrabiałem pracę domową. Jak wiecie jestem molem książkowym więc obłożyłem się literaturą (chcecie listę polecanych książek?) i próbowałem wytropić jakieś porady, tipy i różnice między ściganiem się autami z przednim napędem a tylnim. Trafiłem na przydatne informacje, przerobiliśmy je z Filipem i to pozwoliło znów uszczknąć trochę czasu na torze.
Oprócz tego porozmawialiśmy z Mariuszem Kapustą, o projektach i zachęcam do odsłuchania tego krótkiego bo prawie dwugodzinnego spotkania. Cóż, było o czym rozmawiać.
Tak samo zresztą na torze. Pierwszy trening był bardzo obiecujący, lider był szybszy wiadomo, ale biorąc pod uwagę fakt, ze top10 kierowców ścigało się tam już po raz trzeci, to nie narzekaliśmy.
W zespole było trzech zawodników, dwie torpedy i Filip
Szczególnie ucieszyliśmy się, że pojawił się Jorge (nazywam go Jorguś – nawet mu się to podoba), inżynier którego poznaliśmy w Portimao. Szczegółowo analizowaliśmy wideo, dane i tylko żałowaliśmy, ze nie mieliśmy możliwości sprawdzać nacisku na hamulec. Niemniej jednak, plan był narysowany a Filip nie mógł się doczekać by wprowadzić poprawki. Nawet to, że przylecieliśmy o północy, a wstaliśmy o 5 rano by dojechać, nie miało większego wpływu. Za to turbina miała. Bo miała inne plany na drugi trening. Postanowiła się zepsuć więc zamiast poprawki (bo plan był taki, by nie odstawać więcej jak 1,8) to brakowało 5 sekund! Katastrofa, choć postanowiliśmy to wziąć na zimno i zażartować. Jak?
Oglądając filmiki, Eduardo inny inżynier, omawia i wskazuje różne warianty jazdy, aczkolwiek słyszę, że trochę nie bierze pod uwagę kłopotów technicznych, więc proszę go: Eduardo a możemy sprawdzić na którym biegu jechał? Bo wydaje się, że na wstecznym😊. To spuściło trochę powietrze, przewietrzyło sale i mogliśmy z czystą głową udać się na losowanie opon.
Co wyścig dwóch szczęśliwców może wygrać 2 opony. To dużo zmienia, bo my mamy na trening zawsze dwa komplety. Trochę jak z ubraniami u facetów, którzy dzielą ubrania na brudne, i brudne które jeszcze można założyć. No to tak u nas jest z oponami. Zużyte bardzo (na pierwszą sesję) i zużyte mniej, na drugą symulującą kwalifikacje😊. Nie piszę tego by się żalić czy chwalić, ot kronikarska rzetelność😉.
Niestety, strzałka zatrzymała się o jedno nazwisko za daleko więc trzeba było obejść się ze smakiem. Aaa… ale nie tym gastronomicznym. Co roku w ClioCup organizowana jest impreza i wszyscy przynoszą swoje krajowe specjały. Znalazłem anyżówkę, której w LeCastallet nie było, były specjały kuchni brytyjskiej, a Serbowie przynieśli to i owo czym zaskoczyli część padoku. Dla nas ajvar nie był nowością, ale rozbawił mnie Włoch, jak zapytał Nikoli (częstującego Serba), czy rakija to taka palinka. Zerknijcie na zdjęcia, znajdziecie tam i polski akcent😊.
Udaliśmy się na spoczynek, bo poprawek nie udało się przetestować, więc w sobotnie kwalifikacje, trzeba improwizować i wrócić do bezpiecznych rozwiązań z pierwszego treningu.
Czy turbina zadziała?
W kartingu zawsze jest choć 7 minutowy rozruch, tutaj tego nie ma. Ruszając na kwalifikacje Filip miał dobry plan, bo jak wiadomo to podstawa genialnej improwizacji.
Jak się udała? Turbina po pierwszych trzech okrążeniach na których nie pozwalała jechać więcej jak 150 km/h obudziła się, więc nie stanowiła więcej problemu. Co innego gaz. Ten raczej nie funkcjonował poprawnie. Mimo wszystko udało się na ostatnim okrążeniu poprawić czas z pierwszego treningu, aczkolwiek wystarczyło to na 26 miejsce. I tak lepiej niż kolega z zespołu, który na 9 okrążeń kwalifikacyjnych, miał 8 anulowanych przez track limits i w związku z tym to jedno (best time) zostało anulowane.
Filip po przyjeździe zaczął precyzyjnie wskazywać problemy z przyspieszeniem, poprosił Eduardo o naprawdę wnikliwą analizę. Nie powiem, zerkałem mu przez ramię na wykresy (wiecie, że lubię!) i okazało się, że uszkodzony był czujnik wysokiego ciśnienia paliwa. Podawał paliwo w sobie tylko znany sposób i to nie taki jak powinien. To psuło potwornie wyjście z zakrętu.
To nie tak, że nie było poprawek w linii i jeździe, te również. Więc wyścig sobotni, zapowiadał się interesująco.
Oszukać przeznaczenie
Ustawili się na linii, a będąc na trybunach widziałem, że dobre 1,5 metra za linią. Ok, mamy kolejną poprawkę. Następnie start i jazda. Inaczej wyglądała z zewnątrz z perspektywy widza, a inaczej z onboardu. Mimo wszystko trzymał się wytyczonego planu i dopisywało mu szczęście. To, co wydarzyło się na ostatnim okrążeniu to kwitesencja Clio Cup. Jeździec bez głowy, którego ojciec na torze rywalizował z niejakim Giancarlo Fisichellą, wpada w rywala, wypadają z toru, kolejny musi ominąć zamieszanie, korzysta na tym Filip i wpada na metę 20.
Top 20 to super sprawa i nie będziemy rozpaczać, że styl nie taki, jaki by się chciało, bo jak nazwisko wskazuje, darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby. A jeszcze się okazało, że za nadmierne ścinanie zakrętów kolejny zawodnik dostał karę więc ostatecznie Filip zajął 19 miejsce!
„PAMIĘTAJ, CZEGO SIĘ NAUCZYŁEŚ. OCALIĆ CIĘ TO MOŻE!” Mistrz Yoda
Mimo wszystko nie zadowala nas to ani trochę, bo choć wynik dobry to trochę „nad stan”. Wnikliwie obserwowałem całość i zlokalizowałem kłopoty z hamowaniu. Otóż trenując na iRacing, wypracował inne (dłuższe) hamowanie. To generowało kłopoty, nie pozwalało dobrze obrócić autem, dodatkowo tracił mnóstwo na wyjściu z zakrętu i pozwał się doganiać. Filip jest pilnym uczniem, a jak tylko gdzieś się blokujemy to rozkładamy problem na czynniki pierwsze.
Po pierwsze, wracamy do podstaw. Jak wygląda poprawne „dobre, książkowe” hamowanie wyścigowe? Ano nie stosuje się tyle trail brakingu. Skąd się to wzięło? Dlaczego tak jest? Zaatakowaliśmy problem z wielu stron. Obejrzeliśmy wideo z zewnątrz, z onboardingu, zwróciliśmy uwagę na stopy, na promień skrętu kierownicy, ale także na długość drogi hamowania, na nacisk na hamulec, obejrzeliśmy nagranie z iRacingu (poniżej). To wszystko nałożyliśmy na wiedzę o przednionapędówce i jak tam się robi „load” przednich opon.
I to jest sedno. Rozłóż na czynniki pierwsze i złóż. Tylko pamiętaj, żeby Ci części nie zostało😊. Dziel bez reszty!
Kolejny dzień zaczął się od kwalifikacji.
Dobre ustawienie na torze jest bardzo ważne, jednak tajemnicą poliszynela jest to, że nie można „wjeżdżać” pomiędzy kierowców jednego z zespołu. To jest wiedza, którą nabyliśmy podczas tej sesji. A była ona bardzo, bardzo szybka. Filip wziął sobie do serca wszystkie wskazówki, przepracował „na sucho” i testował je na szybkości w kwalifikacjach. Coś w stylu start-upowym. Lecisz głową w dół i budujesz samolot spadając.
Czy zbudował? A jakże! Jedna z torped, wpadła w bandę i pojawiła się czerwona flaga. Więc czasu na testy było jeszcze mniej, więc myślę, że jak kiedyś Filipa zapytają na rozmowie kwalifikacyjnej czy szybko się uczy, może jako przykład przywołać te kwalifikacje. Do lidera brakło mu tylko 1,2 sekundy! Analizując najszybsze kółko okazało się, że na jednym z zakrętów stracił 0,5. Gdyby nie ten błąd zameldowałby się na kolejnym wyścigu na 8 miejscu!
Co znaczy marka osobista?
Czy jest postęp? Moim zdaniem kolosalny, jednak ważniejsze oprócz tego jest to, że Filip zbudował sobie markę. Po kwalifikacjach rozmawiałem z „rzeczonym zespołem któremu się w środek nie wjeżdża”, i oni powiedzieli mi tak. Słuchaj, taka sprawa. Wiemy, że Filip jest nowy, że on nie wie, jest szybki, jest fajny, i ma racecraft. Ale jak nam wjedzie jeszcze raz pomiędzy nas, to wierz mi, nie będziecie zadowoleni. Podziękowałem za ostrzeżenie, w końcu zderzak w Clio czy przednia lampa nie kosztuje tyle co części z gokarta. Taka ambiwalencja. Podziękowałem za ostrzeżenie. W tej serii takie rzeczy też się zdarzają.
Wyścig – niedziela
To był dobry czas wyścigowy. Start był dobry jak zwykle (taki żarcik sytuacyjny), ale pozycja na torze już o niebo lepsza. Poprawiona pozycja na torze, punkty orientacyjne, dobrze zmieniane biegi, ale też wykorzystywanie szans na torze sprawiło, że Filip oscylował w okolicach miejsca startu. A startował, przypomnę z 18 miejsca. Szybkie szykany, poprawione hamowanie sprawiły, że utrzymał ot miejsce, a już na spokojnie po wyścigu, przy analizie, dotarły do nas informacje od organizatorów, że ostatecznie zajął 16 miejsce. Czy to dobrze? Moim zdaniem bardzo! Trzy weekendy, duża poprawa, szybka nauka. Trochę brakło nam tych dwóch sesji, które turbina i czujnik nam zabrały, ale jak to w życiu, co Ci los zabierze to z czasem odda z nawiązką!
Chcielibyście poznać różnice w jeździe wyścigowym Clio a Clio drogowym w wersji RS? Chcielibyście zobaczyć na torze, wsiąść do tych aut i porównać (w jednym na fotelu pasażera, w drugim za kierownicą)?
Dajcie znać jak Wam się ten pomysł podoba i czy wybralibyście się na taki event! Mam taki pomysł, jednak dużo zależy od waszej reakcji!
Cały zysk poszedłby na sesje treningowe, bo tych jeszcze Filip nie miał. Chcemy dawać nie tylko radość kibicom ale też wartość sponsorom. Dlatego cieszy nas premiera zegarka Błonie – zobaczcie, jak wygląda w warunkach wyścigowych. Pierwszy czynnik sukcesu, bądźmy dla siebie wsparciem, co nie?
Dziękuję w tym miejscu sponsorom za umożliwienie startów, i każdemu kto zostawi reakcję, kliknie, przeczyta i się uśmiechnie. Myśl o tym co robi Aifo Components chłodzi w upalne dni, Aiset inspiruje do lepszej organizacji, francuskie.pl pokazuje jak dostarczać fantastyczne treści i dopinguje mnie do lepszego pisania, a Błonie pokazuje, że trzeba liczyć czas, który ma znaczenie. Trochę nam jeszcze brakuje i trudne decyzje przede mną, ale prawdopodobnie by kontynuować starty na jesień, możliwe, że pominiemy Mugello.
Oczywiście cuda zdarzają się codziennie, a prawo Murphego mówi: „nie licz na cuda, polegaj na nich”, więc zostawię tutaj link do zrzutki, a także zachętę do kontaktu sponsorskiego, miejsca na aucie wystarczy dla każdego!
Razem możemy jechać dłużej!
Dzięki!
Wasz Mechanik!


Zobacz także:
- Nowe Renault Clio 1.8 160 KM Full Hybrid po miesiącu jazdy. Wrażenia użytkownika
- Renault liderem we Francji w maju 2026. Clio numerem 1, elektryki i hybrydy napędzają sprzedaż















































