Tomasz Nowak i Piotr Pyrka dotarli Citroënem BX 4×4 na koniec świata i wcale nie ma w tym stwierdzeniu przesady. Lukomir to najbardziej odosobniona wieś w Bośni i Hercegowinie, która urzeka surowym charakterem. Sprawia wrażenie dzikiej, zapomnianej i odludnej a droga do niej jest kamienista, kręta i wyboista. Przeczytajcie relację Tomka z czwartego dnia rajdu Trans-Carpathia 2026.
Kiedy po ciężkich przejściach o 2:00 w nocy dotarliśmy Citroënem do obozu panowały całkowite ciemności. Dopiero rano zobaczyliśmy „miejsce-niespodziankę”, które obiecał organizator. Wyszliśmy z namiotu i naszym oczom ukazał się wschód słońca na ogromnej polanie w otoczeniu szczytów górskich. Dotarło do nas, że przez jedno z tych pasm przeprawialiśmy się BX-em w środku nocy…
Czwarty dzień rajdu Trans-Carpathia był dla nas czystą przyjemnością. Przejeżdżaliśmy przez malownicze mosty, mijaliśmy kaniony, pokonywaliśmy górskie szczyty i podziwialiśmy wspaniałe widoki. Dotarliśmy do miejscowości Jablanica, która słynie z ruin mostu na rzece Neretwa. W 1943 roku konstrukcja została wysadzona przez jugosłowiańskich partyzantów. Po jednej stronie zachowały się fragmenty torów, na których można zobaczyć zabytkową lokomotywę. Trudno przejść obok niej obojętnie. Malownicze otoczenie i wojenna historia tworzą niezwykły klimat, który na długo zapada w pamięć.
Kilka kilometrów dalej zatrzymaliśmy się przy starym kamiennym moście. Krystalicznie czysta, lodowata woda okazała się zbyt kusząca, by tylko na nią patrzeć. Chwila orzeźwienia była dokładnie tym, czego potrzebowaliśmy po kolejnych godzinach w drodze. 
Droga na koniec świata
Wydawałoby się, że po przeżyciach z poprzednich dni nic nie jest w stanie nas zaskoczyć, ale nie przypuszczaliśmy, że dotrzemy na koniec świata. Kamienista droga „donikąd” zaprowadziła nas do najwyżej położonej i najbardziej odosobnionej osady w Bośni i Hercegowinie. Wieś Lukomir, która nawet przez miejscowych nazywana jest „wioską na końcu świata” leży na wysokości 1495 m n.p.m. pośrodku niczego. Wokół znajdowały się tylko góry, co potęgowało wrażenie miejsca zapomnianego przez ludzi i Boga.
Trudno uwierzyć, że ktoś żyje, mieszka i uprawia ziemię w tak niedostępnym i surowym miejscu. W Lukomirze można kupić lokalne wyroby oraz skosztować miejscowych specjałów. Zamówiliśmy placek o nazwie Burek – zwinięty warkocz ciasta z mięsem, ziemniakami, cebulą, boczkiem i warzywami oraz tartę serową. Wszystko smakowało wybornie. Do Lukomiru prowadzą dwie drogi: mniej i bardziej ekstremalna, ale chyba nie muszę wspominać, którą wybraliśmy ;-)
W drodze do obozu przejechaliśmy „drogą duchów”, która zimą robi niesamowite wrażenie – nagie szkielety drzew tworzą krajobraz, który zasługuje na swoją nazwę. Latem wszystko jest zielone i trasa przestaje straszyć. Wspięliśmy się Citroënem także na szczyt Bjelašnicy. Nawrotka za nawrotką, serpentyna za serpentyną – momentami kręciło się nam w głowach i czuliśmy się jak na górskiej kolejce, ale widoki nagrodziły wszystko.
Dziś złapaliśmy dobre tempo i na kolejny biwak dotarliśmy o „normalnej” porze, czyli około 22:00.
Jak spisuje się Citroën BX?
Coraz bardziej doceniamy charakter samochodu po zmianie silnika. Na pierwszym biegu utrzymuje żółwie tempo. Jedzie powoli, spokojnie i nieustępliwie wspina się pod każde wzniesienie. Bez szarpania, bez gazowania i bez walki o każdy obrót silnika. Daje ogromną satysfakcję i przypomina jazdę autem z reduktorem, którego brakowało mi w BX-ie. Okazuje się, że z odpowiednim silnikiem reduktor wydaje się niemal zbędny.
Zobacz inne przygody podczas rajdu Trans-Carpathia 2026:
- „Idealna konfiguracja wyprawowa”. Citroën BX 4×4 rozpoczyna kolejną przygodę (Trans-Carpathia 2026 cz.1)
- Citroën BX 4×4, prawie 500 km i lepszy off-road niż na Saharze (Trans-Carpathia 2026 cz. 2)
- „Jedźmy skrótem, zaoszczędzimy 8 minut”. Citroën BX 4×4 tam gdzie kończy się droga, internet i cywilizacja (Trans-Carpathia 2026 cz. 3)




























