Na rynku dostępnych jest nawet kilkanaście tysięcy aut demonstracyjnych z 2025 roku, które można kupić sporo taniej od nowych samochodów bez przebiegu. Przystępnymi ofertami mogą pochwalić się m.in. marki: Dacia, Renault i Citroën. Ile zaoszczędzimy i na co warto uważać?
– Można szacować, że na rynku jest ok. 9-18 tys. pojazdów demonstracyjnych wystawionych na sprzedaż. W tego typu ofercie dominują auta z rocznika 2025, natomiast zdarzają się też wcześniejsze roczniki – informuje Bartosz Chojnacki, wiceprezes Superauto.pl.
„Demówki” prawie nowe
Samochody demonstracyjne, tzw. demówki, to auta z przebiegiem, wynoszącym zwykle od kilkuset do 10 tys. km. – Są prawie nowe, zarejestrowane na dilera, wcześniej służyły do jazd testowych z klientami lub też były wykorzystywane przez pracowników – wyjaśnia Oskar Jedliński, dyrektor działu rozwoju rynku w Superauto.pl.
Jak zauważa Bartosz Chojnacki, „demówki” cieszą się obecnie dużym zainteresowaniem użytkowników, m.in. ze względu na poszukiwanie oszczędności w erze drogiego paliwa. – Popularność aut demonstracyjnych rośnie także sezonowo, gdy kończy się wyprzedaż rocznika i wiele modeli nie jest już dostępnych. – Zakup demówki to też często jedyna okazja, aby zdobyć pojazd, którego produkcja w obecnej wersji już się skończyła, a na nową trzeba poczekać kilka miesięcy lub dłużej i oczywiście liczyć się z podwyżką ceny – mówi wiceprezes Superauto.pl. Ruch w sekcji „demo” na stronie superauto.pl podskoczył o 30% w lutym względem stycznia i w marcu utrzymał się na podwyższonym poziomie.
Ile można zaoszczędzić?
Eksperci Superauto.pl wytypowali ponad 20 modeli aut demonstracyjnych z 2025 roku, zarówno z segmentu masowego, jak i segmentu premium. Porównali ich ceny sprzedaży z nowymi samochodami wyprzedażowymi z 2025 r., identycznymi lub o możliwie najbardziej zbliżonych parametrach. Na liście znalazły się popularne modele Dacii, Opla, Skody, Hyundaia, Citroena, Peugeota, Nissana czy Renault, chińczyków – MG i Jaecoo – a także Mercedesa i BMW. Różnica w aktualnej cenie, czyli z rabatem, wyniosła od 600 zł (Hyundai Kona 1.6 GDI N Line DCT) do ponad 41 tysięcy złotych (Renault Austral Iconic 1.2 E-Tech Full Hybrid) na korzyść „demówek”. Średnio wersje demonstracyjne okazały się tańsze o ponad 12 tys. zł. To dodatkowe 6% upustu cenowego w stosunku do już i tak mocno przecenionego rocznika 2025, a w skrajnych przypadkach – ekstra rabatu sięgającego ponad 20%.
Bonus dla osób fizycznych
– Jeśli ktoś szuka nowego samochodu, ale akceptuje fakt, że ma on nieduży przebieg, to oferta aut demonstracyjnych może być bardzo korzystanym rozwiązaniem – ocenia Oskar Jedliński. Podkreśla, że tego typu samochodami interesują się przede wszystkim osoby fizyczne, które nie mogą liczyć, na tak duże rabaty na nowe auta, jak firmy. – Kupując „demówkę” można otrzymać upust względem nowego pojazdu, który nierzadko jest większy od rabatów, jakie marki motoryzacyjne przyznają przy zakupach flotowych, obejmujących kilkanaście czy kilkadziesiąt pojazdów – informuje szef działu zamówień Superauto.pl.
Koniec wyprzedaży rocznika
W przypadku trzech modeli aut ujętych w zestawieniu samochód demonstracyjny to obecnie jedyna opcja zakupu samochodu z 2025 roku, ponieważ oferta wyprzedażowa już się skończyła. Tak jest w przypadku Skody Kamiq (Edition 130 1.5 TSI DSG), Jaecoo 7 (1.6 T-GDI OffRoad AWD DCT) oraz Skody Octavi (Edition Selection 130 DSG 1.5 TSI mHEV). W przypadku Hyundaia Kony (1.6 GDI N Line DCT) dostępne są pojedyncze sztuki z 2025 r. bez przebiegu, ale po rejestracji na dilera. O niewielkiej dostępności możemy też mówić w odniesieniu do popularnego chińczyka MG HS (1.5T HEV+ Excite aut), a z kolei BMW Serii 3 (320d xDrive M Sport) jest prawie nieosiągalne w dieslu z napędem na cztery koła.
Uwaga na gwiazdki
Pomimo faktu, że na liście „demówek” można znaleźć prawdziwe perełki, przeglądając tego typu oferty trzeba zachować ostrożność. – Należy przede wszystkim porównać cenę takiego auta z ofertą zakupu nowego pojazdu z tego samego rocznika. Demówki nie zawsze są tańsze od nowych samochodów, zwłaszcza, gdy marka ma w danym momencie duże rabaty na nowe auta. Trzeba też ocenić, czy oferowany upust rekompensuje stopień zużycia pojazdu – podkreśla Oskar Jedliński. Uczula także, aby porównać wersje silnikowe i wyposażenia.
-Może się zdarzyć, że wersja demo ma słabszy silnik, który nie jest już produkowany lub niższy standard wyposażenia. Z jednej strony są to korzyści, na które poluje wielu kupujących, natomiast powinno być to zrekompensowane odpowiednim rabatem względem nowego auta o wyższym standardzie – podsumowuje szef działu zamówień Superauto.pl. Z taką sytuacją mamy do czynienia w przypadku Dacii Sandero Stepway (Expression LPG 1.0 TCe). Wersja demo jest tańsza o 3 tys. zł od nowego pojazdu z 2025 r., natomiast ma słabszy silnik (1.1 o mocy 100 KM vs 1.2 120 KM).
My tez kupiliśmy auto po demo – Renault Captur 1.5 dCi

Wiele lat temu kupowaliśmy od Renault model Captur I 1.5 dCi XMOD, która skończyła swoje funkcjonowanie w parku prasowym. Przez pięć lat samochód jeździł idealnie, bez żadnych problemów. Dzisiaj ma nowego właściciela a właściwie właścicielkę w okolicach Świecia w kujawsko-pomorskim, która jest z niego bardzo zadowolona.
Źródło: Superauto.pl
Zobacz także: Nowa Dacia Sandero IV nadjeżdża i zaoferuje jedną kluczową nowość. Kiedy premiera?
Test: Renault Captur Esprit Alpine mild hybrid 1.3 TCe 160 KM. „Do twarzy Ci w tym Kapturku”








