Rajdy nie są miejscem, gdzie łatwo o prawdziwy warsztat, dlatego uczestnicy muszą radzić sobie własnymi siłami wszędzie tam, gdzie tylko jest możliwość – w polu i pod chmurką. Załodze Latającego Dywanu udało się znaleźć miejsce, w którym można zajrzeć pod spód Citroëna BX i dokonali kilku napraw, by z większym spokojem wyruszyć w dalszy etap Trans-Carpathii 2026. Przeczytajcie relację Tomasza Nowaka i Piotra Pyrki z piątego dnia rajdu po Bałkanach.
Tym razem zacznę od relacji z biwakowego życia. W środku nocy obudziła mnie zagorzała dyskusja czeskiego zespołu. Pyras chrapał w najlepsze a ja, w żaden sposób nie mogłem zmrużyć oka, ani na jednym, ani na drugim boku, ani w żadnej innej pozycji. Zatyczki do uszu zostały w samochodzie, ale ciągle żywiłem nadzieję, że sąsiedzi zamilkną lub jakimś cudem uda mi się zasnąć. Po ciężkiej nocy czekała nas kolejka do toalety i coś wyjątkowego – wolny prysznic. Nasunęła nam się nuta refleksji, jak wygodne życie prowadzimy na co dzień ponieważ od początku rajdu kąpaliśmy się jedynie w rzece. Możliwość wzięcia prysznica i to w dodatku w ciepłej wodzie to prawdziwy luksus.
Zauroczeni krajobrazami
Pierwsza część dnia prowadziła głównie szutrowymi drogami, druga – asfaltowymi serpentynami. Off-roadu było mniej niż wcześniej, za to znacznie więcej spektakularnych krajobrazów. Góry w Bośni wyglądają zupełnie inaczej niż te, które znamy z Polski. Tatry to jedno niewielkie pasmo, tutaj kolejne grzbiety wyrastały przed nami bez końca. Im wyżej się wspinaliśmy, tym więcej nowych szczytów pojawiało się na horyzoncie. Strome zbocza, drzewa wyrastające prosto ze skał i bezkres gór robiły ogromne wrażenie.
Po doświadczeniach ze Skandynawii, która zachwycała surowością, ale wydawała się chłodna i mało przyjazna człowiekowi, Bałkany pokazały zupełnie inne oblicze. Wszędzie zielone łąki, pola uprawne, pasące się krowy, owce, kozy i osły. Krajobraz wydawał się bardziej żywy i bliższy człowiekowi.
Jednym z najpiękniejszych fragmentów trasy był przejazd szutrowymi drogami przez góry Zelengora i okolice jeziora Orlovačko. Organizator zaproponował skrót przeznaczony wyłącznie dla samochodów z większym prześwitem. Ze skrótami mamy różne doświadczenia, ale i tym razem postanowiliśmy zaryzykować. Trasa prowadziła kamienistą drogą z głębokimi koleinami pozostawionymi przez traktory i ciężarówki. Przez niemal pół godziny jechaliśmy stromo w dół, nie spotykając żywej duszy. Nagle pojawiła się niewielka wioska, a chwilę później znów zostaliśmy sami. Przed wyjazdem na asfalt wyłonił się niemal abstrakcyjny widok – traktor ciągnący ogromną prasę do słomy – taki tu jest klimat.
Citroën BX w serwisie od chmurką
Szutrowe drogi były tak suche, że samochód w ciągu kilku godzin pokrył się grubą warstwą białego pyłu. Wyglądał niemal tak, jak po naszej afrykańskiej wyprawie – z tą różnicą, że w Gwinei wszystko było czerwone od laterytowego pyłu, tutaj dominował biały kurz.
Znaleźliśmy dwa dogodne miejsca, gdzie mogliśmy wykonać niewielki serwis naszego Citroëna BX 4×4. Poszło wyjątkowo sprawnie. Zdemontowaliśmy płytę pod silnikiem i naprawiliśmy mechanizm automatycznej regulacji wysokości zawieszenia, który całkowicie przestał działać. Musieliśmy ręcznie ustawiać wysokość przodu samochodu, co kilkadziesiąt kilometrów korygując jego położenie. Udało się również skasować luz na przekładni kierowniczej, sprawdzić poziom oleju w skrzyni biegów, poprawić wydech i przesunięte nadkole. Całość zajęła niewiele ponad godzinę, co uznaliśmy za bardzo dobry wynik.
Jak to zwykle bywa na rajdach, nie tylko my musieliśmy zajrzeć pod samochód. W grupie niemal bez przerwy ktoś szukał części albo prosił o pomoc. W Volkswagenie pękła obejma osłony przegubu półosi. Oryginalnej części nie było, dlatego metodą MacGyvera połączyliśmy dwie duże obejmy do przewodów wodnych, które idealnie zastąpiły właściwy element. Drugiej polskiej załodze doradziliśmy, jak poradzić sobie z odkręceniem korka wlewowego skrzyni biegów, do którego brakowało odpowiedniego klucza. W takich chwilach najlepiej widać, że rajd to przede wszystkim ludzie i naprawdę wszyscy starają się tu sobie pomagać.
Citroën – jedna wielka rodzina
Pod wieczór zjechaliśmy na asfalt i ruszyliśmy wzdłuż rzeki Driny w kierunku granicy z Czarnogórą. Po wjeździe do kolejnego bałkańskiego kraju zmiana była natychmiastowa. Czarnogóra zachwyciła nas od pierwszych kilometrów. Kanion rzeki Pivy, monumentalny kanion Tary – drugi najgłębszy na świecie po Wielkim Kanionie Kolorado oraz słynny most nad przepaścią wyglądały jak scenerie do filmów lub lokacje w grach komputerowych. Wykute w skałach tunele, serpentyny prowadzące nad urwiskami, jeziora ukryte pomiędzy masywami górskimi niedokończone budowle urywające się nagle nad przepaścią sprawiały niesamowite wrażenie. W porównaniu z surową Bośnią, w Czarnogórze zaskoczył nas niemal wszechobecny asfalt.
Na zakończenie dnia spotkaliśmy sympatyczną holenderską załogę podróżującą Citroënem 2CV. Kiedy zobaczyli naszego BX-a, tylko uśmiechnęli się i powiedzieli: „Citroën – jedna wielka rodzina”. Chwilę później okazało się, że najprawdopodobniej spotkamy się również na jednym z przyszłorocznych rajdów. Trudno o lepsze zakończenie dnia pełnego gór, zakrętów i motoryzacyjnych przygód.
Rajd to nie wakacje. Tu liczy się przede wszystkim jazda
Niektóre komentarze sugerują, że rajd jest jak wakacje, ale nic bardziej mylnego. Do tej pory większość imprez, w których braliśmy udział, miała jeden główny cel – jazdę. Owszem, po drodze trafiały się piękne miejsca i staramy się uwieczniać widoki na zdjęciach, ale zwykle liczy się przede wszystkim dotarcie do mety w wyznaczonym czasie. Zwiedzanie trzeba zepchnąć na dalszy plan. Kiedy spędza się za kierownicą dziewięćdziesiąt procent dnia, na postoje nie zostaje zbyt wiele czasu.
Charakter rajdu Trans-Carpathia 2026 okazał się jednak zupełnie inny. Organizator zadbał nie tylko o ciekawe trasy, ale także o liczne punkty widokowe i miejsca z historią, które na długo pozostaną w naszej pamięci. Tym sposobem rajd utrzymuje się w podróżniczej atmosferze, ale bez utraty swojej motoryzacyjnej strony.
Zobacz wszystkie przygody załogi Latającego dywanu podczas Trans-Carpathia 2026
- „Idealna konfiguracja wyprawowa”. Citroën BX 4×4 rozpoczyna kolejną przygodę (Trans-Carpathia 2026 cz.1)
- Citroën BX 4×4, prawie 500 km i lepszy off-road niż na Saharze (Trans-Carpathia 2026 cz. 2)
- „Jedźmy skrótem, zaoszczędzimy 8 minut”. Citroën BX 4×4 tam gdzie kończy się droga, internet i cywilizacja (Trans-Carpathia 2026 cz. 3)
- Citroën BX 4×4 dociera na koniec świata drogą krętą i kamienistą (Trans-Carpathia 2026 cz. 4)














