Stellantis wszedł w ostry spór z dostawcą części ZF Chassis Modules, a jego skutki okazały się natychmiastowe. Koncern złożył pozew w stanie Michigan, twierdząc, że konflikt o płatności doprowadził do zatrzymania produkcji w fabryce w Toluce w Meksyku. To właśnie tam powstają modele Jeep Compass i Jeep Cherokee przeznaczone na rynki Ameryki Północnej i Ameryki Łacińskiej.
Sednem sporu są ceny modułów zawieszenia. Według Stellantis firma miała już zapłacić ponad 26 mln dolarów i zgodzić się w grudniu na podwyżki, by uniknąć przestoju. Mimo to dostawca miał później zażądać dodatkowych 70 mln dolarów. W efekcie sprawa trafiła do sądu, a linie produkcyjne w Toluce zostały unieruchomione od 14 marca.
To kolejny przykład, jak krucha bywa motoryzacja oparta na dostawach „just in time”. Gdy przestają docierać kluczowe komponenty, fabryki mogą stanąć dosłownie w ciągu kilku dni. W tym przypadku problem nie ogranicza się do jednego zakładu. Zakłócenia w Meksyku zagroziły też działalności fabryki Stellantis w Windsor w Kanadzie, gdzie sąd miał tymczasowo nakazać dalsze dostawy części, by nie dopuścić do jeszcze większego paraliżu. W zakładzie w Windsor pracuje około 4,3 tys. osób.
Toluca to ważna część północnoamerykańskiej układanki Stellantis. Sama fabryka zatrudnia około 2,5 tys. pracowników. Z kolei drugi duży zakład koncernu w Meksyku, Saltillo Truck Assembly Plant, daje pracę ponad 4 tys. osób. Stellantis produkuje w Meksyku m.in. Jeepa Compassa, Jeepa Wagoneera S, Jeepa Cherokee, Jeepa Recona, a także dostawcze i użytkowe modele Ram.
Cała sytuacja jest szczególnie niewygodna dla koncernu, bo meksykańskie zakłady notowały ostatnio bardzo mocne wyniki. Według danych meksykańskiego urzędu statystycznego INEGI w lutym 2026 roku Stellantis wyprodukował tam 40.865 samochodów, czyli o 29,4% więcej niż rok wcześniej, a eksport wzrósł o 38,6%, do 30.401 aut.






