Minęło już 9 lat od przejęcia Opla przez Grupę PSA od amerykańskiego koncernu General Motors. Od tamtej pory piszemy o Oplu i my, bo choć marka pozostała w wielu aspektach niemiecka, choć nie należała do Niemców od dziesięcioleci. Grupa PSA, a potem Stellantis, tchnął w Opla nowe życie, choć nie wszystkim się to podoba. Jednym z najnowszych modeli marki jest najnowsze wcielenie Grandlanda, którego w wersji GS Turbo Hybrid eDCT6 145 miałem przyjemność (naprawdę!) niedawno testować.
Od przysłowiowego „zawsze” uwielbiam samochody francuskie. Nie jestem jakimś ortodoksem, ale motoryzacyjne serce zawsze biło mi po francuskiej stronie. Jestem też jednak otwarty na świat, dlatego testuje również samochody marek niefrancuskich, choć z francuskimi koncernami w jakiś sposób powiązane. W przypadku Opla zacząłem niemal pięć lat temu od Crosslanda. Zaraz potem była Mokka. Po czterech latach testowałem Mokkę-e, a niedługo potem Fronterę ze 145-konnym napędem mHEV. Teraz, niemal u progu lata, w moje ręce trafił Opel Grandland GS Turbo Hybrid eDCT6 145. I bardzo przyjemnie mnie zaskoczył.

Na przestrzeni tych kilku lat i kilku testów muszę przyznać, że Opel podąża w stronę, która mi pasuje. Crossland za serce mnie specjalnie nie chwycił. Mokka i Mokka-e były już bliższe moim oczekiwaniom i preferencjom. Nowa Frontera, to tak naprawdę bliźniak obecnego wcielenia Citroëna C3 Aircross, więc też przypadła mi do gustu w wielu aspektach. Opel Grandland GS Turbo Hybrid eDCT6 145 okazał się jednak największym pozytywnym zaskoczeniem.
Ten samochód może się spodobać. Już samym wyglądem zwracał na siebie uwagę, a kilka osób mówiło mi, że ma bardzo ładny kolor lakieru. Nazywa się zielony Spektrum i jest lakierem metalicznym oferowanym we wszystkich wersjach bez dopłaty! Wszystkie pozostałe lakiery (łącznie pięć poza wspomnianym zielonym Spektrum) wymagają dopłaty w wysokości 3.200 zł, przy czym dwa z nich są niemetaliczne. W wersjach GS i Ultimate standardem jest dwukolorowe nadwozie – klient otrzymuje dach w kolorze czarnym Karbon i takież obudowy lusterek.
Aktualny Opel Grandland jest dostępny w Polsce w trzech wersjach wyposażeniowych, przy czym najwyższa, Ultimate, dostępna jest tylko w odmianie całkowicie elektrycznej i to topowej, z napędem na cztery koła. Cennik aktualny na drugą połowę czerwca prezentuje się następująco:

Jak widzicie wersja, którą jeździłem, czyli GS Turbo Hybrid eDCT6 145, jest wyceniana katalogowo na 162.300 zł, ale obowiązujący już od marca cennik promocyjny obniża tę wartość do 144.300 zł. 18.000 zł rabatu cennikowego, to w sumie niemało – to 11% ceny bazowej. I w dodatku z fajnym, podobającym się lakierem, i czarnym dachem (i lusterkami bocznymi) w standardzie. Wersja wyposażeniowa GS jest w dodatku de facto topową, bo – jak wspomniałem, i jak sami możecie zobaczyć w cenniku powyżej, Ultimate dotyczy tylko jednej wersji napędowej.
Oczywiście testowany Opel Grandland GS Turbo Hybrid eDCT6 145 był doposażony, co zdarza się nie tylko w samochodach z parku prasowego. Dziś rynek wygląda inaczej, niż przed np. trzema dekadami, kiedy to sprzedawały się w Polsce głównie podstawowe odmiany. Dziś klient płaci i oczekuje auta skrojonego na miarę – nie tylko odpowiedniego koloru i podobającej się tapicerki, ale szeregu elementów wyposażenia. Czasem wydaje się to aż zbytkiem, ale nie mi oceniać, kto i na co wydaje swoje pieniądze.

Testowany Opel Grandland GS Turbo Hybrid eDCT6 145 miał ponad standard następujące elementy wyposażenia:
– Pakiet Bezpieczeństwa 3 (Intelli-Drive 2.0): przedni radar i kamera wraz z 2 narożnymi czujnikami radarowymi z przodu i z tyłu oraz czujnik dłoni na kierownicy, system hamowania awaryjnego oraz utrzymania w środku pasa ruchu, system rozszerzonego rozpoznawania znaków ograniczenia prędkości, tempomat adaptacyjny stop&go, przewidujące podpowiadanie prędkości (mapy eHorizon) oraz ogranicznik prędkości, hamulec pokolizyjny, półautomatyczna zmiana pasa ruchu, system wykrywania ruchu poprzecznego z tyłu, zaawansowany system wykrywania zmęczenia kierowcy oparty na kamerze, dostosowanie prędkości w zakrętach, wykrywanie martwego pola w lusterkach dalszego zasięgu (75m) – element Pakietu Tech Plus za 8.000 zł, w skład którego wchodzą także laminowane szyby dźwiękoszczelne z przodu oraz pikselowe reflektory Intelli-Lux HD z automatycznym poziomowaniem.
– Pakiet Parkowania 2 (Intelli-Vision 360) – 4 czujniki ultradźwiękowe z przodu i 4 z tyłu, kamera parkowania z przodu, z tyłu ze spryskiwaczem i w bocznych lusterkach – element Pakietu Tech Plus za 8.000 zł.
– elektrycznie sterowane panoramiczne okno dachowe z roletą (1069 mm x 720). Część otwierana: 304 x 720 mm – 4.000 zł.
– Premium Hi-Fi Focal: 5 głośników z przodu (2 głośniki niskotonowe i wysokotonowe, 1 centralny), 5 głośników z tyłu (2 głośniki niskotonowe i wysokotonowe, 1 subwoofer) – element Pakietu Multimedia Plus za 5.000 zł .
– wyświetlacz projekcyjny Intelli-HUD – element Pakietu Multimedia Plus za 5.000 zł.
– podgrzewana szyba przednia – element Pakietu Multimedia Plus za 5.000 zł.

– tapicerka skórzana Nappa (z elementami ze sztucznej skóry), perforowana – czarna. Fotele przednie AGR Intelli-Seat Pro, regulowane elektrycznie w 10 kierunkach, podgrzewane, wentylowane, z funkcją masażu. Aktywne podparcia boczne. Wydłużane siedzisko. Fotel kierowcy z pamięcią ustawień. Zewnętrzne siedzenia tylnej kanapy podgrzewane. 4-kierunkowe przednie zagłówki. Kieszenie na czasopisma i smartfony z tyłu foteli. System kontroli jakości powietrza Clean Cabin oraz elektrochromatyczne, bezramkowe lusterko wsteczne – element Pakietu Nappa za 8.000 zł, w skład którego wchodzą jeszcze aluminiowe nakładki na pedały, elektrycznie sterowane, odmrażane i składane lusterka wsteczne z oświetleniem, wykrywaniem martwego pola (Blind Spot Alert) i kamerami z pamięcią ustawień.
W efekcie opisywany Opel Grandland GS Turbo Hybrid eDCT6 145 kosztuje z wymienionymi opcjami o 25.000 zł więcej, czyli – uwzględniając cenę promocyjną – 169.300 zł. Ale wyposażony jest naprawdę zacnie, więc ta cena nie szokuje. Dla przykładu niby dłuższy, ale węższy i mający mniejszy rozstaw osi Renault Espace, którego niedawno testowałem, kosztuje w 5-miejscowej odmianie co najmniej 184.800 zł. OK, ma 200-konny zespół napędowy, jest pełną hybrydą i oferuje wersję 7-miejscową, ale różnica w cenie też jest niebagatelna.

No właśnie – co napędza opisywanego Opla Grandlanda GS Turbo Hybrid eDCT6 145? Pod maską mamy niby napęd mHEV, ale realnie jest to już taki trochę bardziej HEV. Potrafi jechać na samym prądzie, nawet przy wyższych prędkościach, nie tylko w mieście, co komunikuje kierowcy jasnoniebieskimi cyframi prezentującymi aktualną prędkość.
Bazą tego zespołu napędowego jest trzycylindrowy benzynowy silnik o pojemności skokowej 1.199 cm³ generujący 136 KM mocy maksymalnej przy 5.500 obr./min. i 230 Nm maksymalnego momentu obrotowego dostępnego już przy 1.750 obr./min. Wsparciem dla tego motoru jest elektryczna jednostka o mocy 21,2 KM generująca 51 Nm w zakresie 750-2.499 obr./min. Pozwala to na osiągnięcie prędkości maksymalnej wynoszącej 202 km/h, a pierwszą setkę prędkościomierz pokaże po upływie 10,2 sekundy.

Silnik elektryczny czerpie energię z akumulatora o pojemności 0,4 kWh. To niedużo, ale pozwala nie tylko wspierać benzyniaka przy przyspieszaniu, ale jechać na prądzie nawet na trasach szybkiego ruchu! Z kolei silnik spalinowy zasilany jest z 55-litrowego zbiornika paliwa, a średnie zużycie benzyny wynosi w cyklu mieszanym wg WLTP 5,5-5,6 l/100 km. I powiem Wam, że wcale nie jest tak bardzo przesadzone. Ja na dystansie 1.414 km zużyłem średnio 6,4 l/100 km, a przecież sporą część testu pokonałem na trasach szybkiego ruchu.
Warto przy okazji podkreślić, że w większości przypadków zespół napędowy pracuje cichutko, a przełączanie ze spaliniaka na silnik elektryczny i odwrotnie odbywa się praktycznie niezauważalnie. W zasadzie jedynym objawem jest zmiana koloru cyferek na prędkościomierzu. Współgra z tym wręcz jedwabista praca skrzyni eDCT6.

Wspomniałem już delikatnie, że Opel Grandland GS Turbo Hybrid eDCT6 145 jest dość dużym samochodem. To de facto SUV segmentu D, o czym świadczy nie tylko jego długość, co rozstaw osi. Samochód mierzy 4.650 mm, co nie jest wartością najwyższą w segmencie, za to jest naprawdę szeroki (1.905 mm bez lusterek, 2.103 mm z lusterkami rozłożonymi). Rozstaw osi sięga 2.784-2.795 mm, a wysokość 1.665-1.667 mm. To naprawdę kawałek samochodu, który waży 1.600 kg, a „gotowy do jazdy” 1.675 kg. Ładowność wynosi 520-570 kg, a to całkiem nieźle, jak na pięciomiejscowy samochód.
Grandland Turbo Hybrid eDCT6 145 może pociągnąć przyczepę hamowaną o masie do 850 kg (z hakiem fabrycznym wartość ta rośnie do 1.100 kg). Inne wersje napędowe mogą ciągnąć masywniejsze przyczepy – od 1.200 do nawet 1.500 kg.

Wspomniane przed chwilą wymiary zewnętrzne przekładają się na naprawdę duże poczucie przestronności w środku. Pomiary wnętrza wykazały, że auto jest w środku faktycznie szerokie. Niestety suche dane porównawcze ze wspomnianym już Espace’em okazują się bezlitosne – nie jest lepiej, niż w SUV-ie francuskiej marki! A wrażenia miałem inne ;-) Dlatego warto mierzyć to, co mierzalne, a nie opierać się na wrażeniach, bo te bywają złudne.
Co by jednak nie powiedzieć – Opel Grandland GS Turbo Hybrid eDCT6 145 ma bardzo przyjemne wnętrze. Daje ono nie tylko wspomniane poczucie przestronności, ale jest zwyczajnie przyjemne. Jest tu mięciutka kierownica – najwyraźniej ma sporo gąbki pod skórzanym obszyciem – która bardzo dobrze leży w dłoniach. Świetna, acz opcjonalna, tapicerka oferuje nie tylko atrakcyjne pokrycie, wysuwane siedziska foteli (z certyfikatem AGR), ich szeroką elektryczną regulację, ale też podgrzewanie zarówno foteli przednich, jak i bocznych siedzeń kanapy.

Co ciekawe grzanie foteli pozostaje włączone nawet po wyłączeniu silnika, choćby i na kilka dni. To – mam wrażenie – specyficzne działanie, bo zwykle wyłączenie silnika powoduje deaktywację mat grzewczych w fotelach.
Opel Grandland GS Turbo Hybrid eDCT6 145 oferuje też podgrzewaną przednią szybę (acz ona również wymaga dopłaty), co w naszym klimacie się przydaje. Tak, wiem, mamy aktualnie falę upałów i nikt nie myśli o zamarzających szybach, ale za pół roku może się to okazać bardzo przyjemną funkcją.
Przy okazji – kilka dni temu miałem okazję rozmawiać z koleżanką na stałe mieszkającą w Kanadzie. Opowiadała, że w jej okolicach, gdy zimą temperatury często spadają poniżej 30°C, samochody elektryczne kompletnie nie dają sobie rady. Mówiła, że Tesle, które tam ludzie posiadają, zimą zwyczajnie nie chcą się uruchomić, a sieć ładowarek jest jeszcze gorsza, niż sieć stacji benzynowych, które bywają oddalone od siebie o nawet 300 km! Nie narzekajmy więc na Polskę ;-)

Opel Grandland GS Turbo Hybrid eDCT6 145 ma dość ciekawie zaprojektowane wnętrze. Tak po niemiecku, ale z kilkoma fajnymi rozwiązaniami. Na przykład dysze nawiewów bocznych osadzone są w drzwiach, ekran na konsoli centralnej jest szeroki, ale niewysoki, a sterowanie klimą odbywa się przyciskami lub przez ekran dotykowy – projektanci poszli tu na kompromis pomiędzy fanami fizycznych elementów sterujących, a zwolennikami dotykowych ekranów.
Ładowarka indukcyjna znajduje się w dość klasycznym miejscu, jest zamykana, ale ma też półprzezroczysty element, przez który widać smartfona oraz kontrolkę jego ładowania. Z jakiegoś powodu zdarzyło się jednak raz, że ładowanie odbywało się z jakąś minimalną mocą. W innych przypadkach ładowanie okazywało się całkiem skuteczne. Są też oczywiście dwa porty USB-C.
Opel Grandland GS Turbo Hybrid eDCT6 145 ma też pewien ciekawy element stylistyczny, a w zasadzie komplet takich elementów. Znajdziecie go na masce, na kawałku podszybia, , w dolnej części kierownicy oraz w tylnym, trzecim świetle stopu. W sumie nawiązują do niego także przeszycia tapicerki. Nie będę tłumaczył – popatrzcie na zdjęcia.





To w sumie takie nic, ale to właśnie wyróżnia produkty wyjątkowe – dbałość o detale, stylistyka i elementy niekoniecznie funkcjonalne, ze to pełniące rolę swoistych wyróżników. To lubimy we francuskiej motoryzacji i fajnie, że Opel też to ma.
Opel Grandland GS Turbo Hybrid eDCT6 145 okazał się autem całkiem funkcjonalnym. Ma duże kieszenie w drzwiach przednich, trochę schowków, wspomnianą ładowarkę indukcyjną, całkiem spory bagażnik (550-1.645 litrów, w zależności od położenia kanapy), schowek na okulary, haczyki na ubrania na słupkach B i wiele innych elementów, które mogą się przydać w różnych sytuacjach życiowych. Podłoga bagażnika jest oczywiście podwójna, a po jej uniesieniu można ją „zakotwiczyć” tak, że będzie podtrzymywana przez specjalne elementy i nie będzie konieczności przytrzymywania jej ręką.

Uchwyty na napoje na konsoli centralnej mają regulowaną wielkość (element środkowy jest przesuwany wzdłużnie), łatwo je więc dostosować np. do różnej wielkości kubków z kawą. Centralny podłokietnik kryje w sobie schowek, a prędkość wycieraczek jest regulowana.
Niestety Opel Grandland GS Turbo Hybrid eDCT6 145 nie ma auto-holda – elementu, który jest oczekiwany przez wielu kierowców, szczególnie tych, którzy kupują samochody z automatycznymi ksrzyniami biegów i dużo jeżdżą w ruchu miejskim.
Oplem Grandlandem GS Turbo Hybrid eDCT6 145 jeździ się całkiem przyjemnie. Zawieszenie jest dość komfortowe, ale na progach zwalniających okazuje się sztywne – to dość charakterystyczne dla rozwiązań stosowanych przez francuskich producentów. Bo trzeba sobie powiedzieć wprost – SUV Opla jest dość blisko spokrewniony z takimi modelami koncernu Stellantis, jak nowy Citroën C5 Aircross, Peugeoty 3008 i 5008, Jeep Compass, DS N°7, DS N°8, czy nowa Lancia Gamma. Ale nie ma co narzekać – towarzystwo całkiem doborowy, by nie napisać, że wręcz szlachetne ;-)

Układ kierowniczy jest przyjemnie zestrojony, nie wymaga wysiłku w operowaniu „fajerą”, ale też daje przyzwoite czucie tego, co dzieje się z kołami. Jest wystarczająco komunikatywny i bezpośredni na tyle, na ile się to przydaje przeciętnemu kierowcy w codziennym użytkowaniu rodzinnego SUV-a. Sportowych zapędów Opel Grandland GS Turbo Hybrid eDCT6 145 bowiem nie ma, i bardzo dobrze. Może od wersji mocniejszych – PHEV oraz Electric 73 kWh 4×4 – można by było czegoś takiego oczekiwać, ale od bazowego napędu byłoby to raczej nieporozumieniem.
Opel Grandland GS Turbo Hybrid eDCT6 145 jest autem, które najlepiej spisze się w codziennym użytkowaniu. Oferuje przyzwoite osiągi – przyspieszenie i prędkość – ale bez sportowej ekscytacji. To rozwiązanie dla rodzin właśnie, ekonomiczne, rozsądne, dobre na co dzień zarówno do miasta, jak i w trasę. Czy da radę w górach? Z pewnością, choć tam ten (mikro)hybrydowy zespół napędowy może pokazać pewne ograniczenia. Tyle, że w Polsce wysokich gór mamy niewiele, więc i tak Opel Grandland GS Turbo Hybrid eDCT6 145 powinien się okazać wystarczający dla wielu z nas.

Jeśli jednak będziecie jeździć krętymi drogami, to uważajcie – nie trzeba się mocno starać, żeby lekko zarzucić tyłem. Wyprowadzenie Grandlanda z takiego uślizgu jest proste, wspiera nas w tym szereg systemów bezpieczeństwa, ale warto na tę cechę zwrócić uwagę.
Za to zarówno na krętych, jak i innych drogach, świetnie spiszą się matrycowe reflektory Intelli-Lux. W każdym z nich znajduje się ponad 50.000 (!) modułów LED dla lepszej kontroli wiązki światła. I to naprawdę świetnie działa. Dziś, gdy tak łatwo spotkać na drogach dzikie (i nie tylko) zwierzęta, a i piesi i rowerzyści bywają bardzo lekkomyślni, takie lampy naprawdę mogą uratować nie tylko integralność samochodu, ale i czyjeś życie! Warto je mieć! Niestety wymagają one dopłaty (wspomniany wcześniej pakiet Tech Plus, ale za cenę 8.000 zł Wasz samochód zyska znaczący element poprawiający bezpieczeństwo.

Testowany Opel Grandland GS Turbo Hybrid eDCT6 145 miał też dookólne czujniki parkowania oraz kamerę 360°, co także pomaga unikać potencjalnych uszkodzeń samochodu. Co więcej – ma system antykolizyjny. Kiedy cofacie i nie zauważycie przeszkody za Wami, auto dosłownie stanie dęba! Sprawdziłem osobiście ;-)
Wsparciu w zakresie bezpieczeństwa służyć ma także system czytający znaki ograniczenia prędkości. Bazuje na kamerze wychwytującej takie oznakowanie, ale też na mapach eHorizon. I, niestety, jest bardzo słaby. To jedno z gorszych rozwiązań, z jakimi miałem do czynienia. W wielu miejscach wskazania dotyczące obowiązującej prędkości są błędne – np. 140 km/h na drodze ekspresowej S17. To nie jest autostrada! Naprawdę często wskazania systemu odbiegały od realiów. To element do natychmiastowej poprawy!

Jednocześnie system pyta, czy ustawić prędkość tempomatu taką, jaka – wg niego – obowiązuje na danym odcinku; wystarczy wcisnąć OK., by zatwierdzić proponowaną prędkość. Tylko, jak wspomniałem, zbyt często propozycje są oderwane od rzeczywistości.
Testowany Opel Grandland GS Turbo Hybrid eDCT6 145 był wyposażony w szklany dach, otwierany (elektrycznie) w przedniej części. Również zasłaniająca go od wnętrza roleta sterowana jest elektrycznie. Wzdłuż bocznych krawędzi dach jest delikatnie podświetlony, co mi się podoba, bo lubię ambientowe światło.


Również pokrywa bagażnika jest sterowana elektrycznie, co jest standardem w wersjach GS i Ultimate, a w bazowej Edition można ten element domówić.
Obsługa samochodu jest prosta, a nawet przyjemnie funkcjonalna. Dotykowy ekran ma zdublowaną część funkcji w postaci fizycznych przycisków. Niespecjalnie jednak umiałem się przyzwyczaić do obsługi radioodtwarzacza z kierownicy. Przyciski zmiany głośności zbyt często mi się myliły ze zmianą stacji radiowej. To jednak raczej moja indywidualna kwestia wynikająca z przyzwyczajeń. Obsługa tempomatu (po lewej stronie kierownicy) nie nastręczała mi problemów ;-)
Od jakiegoś czasu modne zrobiło się podświetlanie nazwa i/lub logotypów samochodów. Opel też ma taki element – świeci się napis OPEL na tylnym pasie, ale na szczęście w dość dyskretny sposób. Jest on podkreślony przez LED-owe paski dochodzące do tylnych lamp, ale paski te również nie świecą zbyt intensywnie, czego nie lubię w niektórych samochodach. Jeśli już musi być takie oświetlenie, to niech ono nie razi kierowców jadących za takim autem.

Z przodu mamy analogię, tyle że, rzecz jasna, białą. Kiedy świecą się lampy główne (a więc szczególnie w trudnych warunkach oświetleniowych), zapalają się również białe paski LED-owe, które dochodzą do podświetlanego logo marki na środku przedniego pasa. W dzień elementy te są wygaszone i świecą się tylko światła do jazdy dziennej w lampach głównych.


W czasie testu Opla Grandlanda GS Turbo Hybrid eDCT6 145 zwróciłem też uwagę na dość dziwny kształt lusterek bocznych, co jednak w żaden sposób realnie nie przeszkadza w obserwowaniu otoczenia samochodu. Trzeba je jednak właściwie ustawić, co nie każdy kierowca chyba potrafi…
I na koniec ciekawostka – testowałem Opla Grandlanda GS Turbo Hybrid eDCT6 145 na przełomie maja i czerwca. Dokładnie w Dzień Matki, kiedy wjechałem na podjazd przy swoim domu, w pobliżu pojawiła się kilkuletnia dziewczynka na rowerku. Mieszka kilka domów dalej. Najwyraźniej jest dość rezolutna, bo zapytała, czy nie sprzedałbym jej tego samochodu, bo chciałaby go kupić dla swojej mamy. Fajny akcent.
Podsumowując – Opel Grandland GS Turbo Hybrid eDCT6 145 bardzo pozytywnie mnie zaskoczył, Okazał się wygodnym, przestronnym i przyjemnym w użytkowaniu samochodem. Do tego zużywa nieduże ilości paliwa, a (mikro)hybrydowy napęd nie stwarzał żadnych problemów użytkowych. Zapewne zaraz podniosą się głosy, że to „przypudrowany stary PureTech”, że „z tą pojemnością skokową to nie ma prawa jechać” i inne takie. W odróżnieniu od autorów tego typu wpisów ja jednak tym samochodem jeździłem i mogę napisać o realnych odczuciach, a nie wróżyć z fusów.

Zespół napędowy Turbo Hybrid eDCT6 145 zachowywał się bardzo dobrze. Oczywiście czas pokaże, czy będą go dotykały jakieś bolączki, czy może jednak udało się wyeliminować problemy, jakie dotyczyły niektórych poprzednich generacji. Generacji, które rzekomo stoją wszędzie i nikt ich nie chce kupować. Napiszę więc kolejną ciekawostkę – przed kilkoma dniami kolega pochwalił mi się, że kupił dwa Peugeoty 3008 (oba w wieku powyżej 5 lat, oba z silnikami 1.2 PureTech), jeden z manualem, drugi z automatem, dla żony i dla siebie. Jest świadomy tego, co ludzie wypisują w Internecie, a mimo to kupił dwa takie auta. Oczywiście sprawdził je w serwisie. I mam nadzieję, że będzie zadowolony.
Opel Grandland GS Turbo Hybrid eDCT6 145 to ciekawy samochód. Powinien się znakomicie spisać jako rodzinny SUV – oferuje dużo miejsca, jest oszczędny, bezpieczny (pokazuje nawet ostrzeżenia o zbliżaniu się do przejazdów kolejowych), dobrze wyposażony i wciąż – nawet ze wspomnianymi opcjami, które znalazły się w testowanym egzemplarzu – naprawdę bardzo dobrze wyceniony.
Dziękuję firmie Stellantis Polska, importerowi samochodów Opel, za udostępnienie Grandlanda GS Turbo Hybrid eDCT6 145 do testu.
tekst i zdjęcia: Krzysztof Gregorczyk; grafiki: Opel























































































































































