„Latający Dywan”, to chyba najbardziej znany Citroën BX w świecie rajdów przygodowo-turystycznych. Od 2024 roku uczestniczył w trzech międzynarodowych wydarzeniach tego typu. Zmagał się z afrykańskim upałem i piaskami Sahary, pokrytymi śniegiem i lodem drogami Skandynawii oraz bezdrożami Bałkanów. Tomasz Nowak i Piotr Pyrka niedawno wrócili BX-em 4×4 z rajdu Trans-Carpathia 2026 i podzielili się z nami wrażeniami. Który rajd był najciekawszy a który stanowił największe wyzwanie i czy warto wziąć udział w takiej imprezie?
Rajdy przygodowe mają niewiele wspólnego z klasyczną rywalizacją. Nie chodzi w nich wyłącznie o czas, wynik czy bycie lepszym od innych uczestników. Znacznie ważniejsze stają się sama droga, odkrywanie nowych miejsc i oderwanie się od codzienności. Przez kilka dni można żyć zupełnie innym rytmem, a rzeczy, które na co dzień wydają się oczywiste – wygodne łóżko, ciepły prysznic czy spokojny wieczór na kanapie we własnym domu – nagle stają się prawdziwym luksusem. W ciągu ponad dwóch lat Citroën BX 4×4 nazywany „Latającym Dywanem” uczestniczył w trzech dużych imprezach motoryzacyjnych: Budapeszt–Bamako 2024, Baltic Sea Circle 2025 oraz Trans-Carpathia 2026. Każda z nich oferuje odmienne doświadczenia i wymaga nieco innego wysiłku.
MK: Jak porównałbyś wszystkie trzy imprezy, w których uczestniczyłeś Citroënem BX – która była najciekawsza, najbardziej wymagająca a która dostarczyła Ci największej satysfakcji?
Tomasz: Każda z nich jest na swój sposób ciekawa. Budapeszt–Bamako to legenda rajdów przygodowych. Skala przedsięwzięcia jest ogromna a pokonywany dystans wielokrotnie większy niż w przypadku wielu europejskich imprez. Największym wyzwaniem nie jest jednak sama jazda, lecz nieprzewidywalny charakter Afryki. Choć większość trasy prowadzi po asfaltowych drogach, były również bardziej wymagające odcinki na Saharze, w Mauretanii czy Gwinei. Największą trudność sprawia odległość od cywilizacji, lokalne realia a także dzika przyroda.

Podróż wokół Bałtyku oferuje zupełnie inny rodzaj przygody. Tutaj największym przeciwnikiem okazują się warunki atmosferyczne i drogowe. Podróż przez Skandynawię oznacza śnieg, lód, śliskie nawierzchnie oraz konieczność wykonywania ewentualnych napraw Citroëna na mrozie.
Trasa prowadzi przez spektakularne krajobrazy północnej Europy. Kręte drogi, serpentyny i ogromne przestrzenie robią wielkie wrażenie, jednak jazda wymaga cierpliwości. Niskie temperatury i ograniczona przyczepność sprawiają, że pokonywanie dużych odległości staje się bardzo wymagające.
Jeśli Budapeszt–Bamako jest podróżą przez odległy i egzotyczny świat a Baltic Sea Circle surową północ, Trans Carpathia stawia przede wszystkim na turystykę i możliwość zobaczenia ciekawych miejsc. Trasa prowadziła przez bezdroża i tereny, których niekiedy nie było nawet na mapach Google, często na granicy możliwości przejazdu.

MK: Rajd to wielkie przedsięwzięcie. Która z imprez była twoim zdaniem najbardziej wymagająca od strony organizacyjnej?
Tomasz: Organizacja Budapeszt–Bamako wymaga ogromnej pracy logistycznej i dyplomatycznej. Uczestnicy muszą być przygotowani na wszystko. W Afryce obowiązują zupełnie inne przepisy, zwyczaje i kultura. O skali wyzwań najlepiej świadczy lista wskazówek przygotowywana przez organizatorów, która zawierała ostrzeżenia przed ekstremalnymi zdarzeniami. Niektóre z nich mogą wydać się wręcz abstrakcyjne. W roadbooku wymieniono: kradzież, zalanie pojazdu czy włamanie do samochodu, a także spotkania ze skorpionami, jadowitymi pająkami i wężami. Jeden z punktów mówił o zgubieniu paszportu i możliwości nielegalnego przemycenia uczestnika przez granicę… Co ciekawe, nie są to jedynie teoretyczne scenariusze, ale sytuacje, które wydarzyły się podczas wcześniejszych edycji rajdu.
W Baltic Sea Circle największą rolę ze wszystkich innych imprez, w których uczestniczył Latający Dywan odgrywały zadania przygotowane przez organizatorów. Było ich mnóstwo a charakter najróżniejszy. Niektóre z nich umożliwiały zobaczenie ciekawych miejsc, inne inspirowały, ale doświadczyliśmy mnóstwo dziwnych, nietypowych zadań, często na granicy dobrego smaku. Baltic Sea Circle stał się dzięki temu nie tylko wyzwaniem dla samochodu, ale także dla nas. Mieliśmy wrażenie, że organizatorzy sprawdzają, jak daleko jesteśmy w stanie się posunąć. Wykonywaliśmy je czasem z mniejszym, czasem z większym zapałem i zbieraliśmy punkty a na koniec nikt nawet nie podał ostatecznej punktacji, co pozostawiło lekki niesmak.
Organizatorom Trans-Carpathii należy się wielka pochwała. Przykładali ogromną wagę zarówno do atrakcyjności trasy, jak i opieki nad uczestnikami. Codziennie dostawaliśmy jasne instrukcje na temat planu dnia lub zmian w harmonogramie za pośrednictwem dedykowanej aplikacji. Wszystko było zapięte na ostatni guzik łącznie z zapleczem noclegowym i ewentualną pomocą w razie nieprzewidzianych zdarzeń.
MK: Jak wygląda kwestia finansowa? Ile kosztuje uczestnictwo w rajdzie turystycznym?
Wpisowe za Trans-Carpathię wynosi 400 euro, ale do tego dochodzą inne wydatki: paliwo, noclegi itp. Łączny koszt wyniósł nas 11 tys. zł. Baltic Sea Circle kosztował ok. 2 krotnie więcej a Budapeszt Bamako jest nawet 4 razy droższy.
MK: Jakie miejsca z ostatniego rajdu wspominacie najlepiej. Które wywarły na Was największe wrażenie?
Piotr: Najlepiej wspominam nieznane do tej pory zakątki Bośni i Albanii. Czułem się tu znacznie lepiej niż na wyjazdach w „naszej nowoczesnej” Zachodniej Europie. Odwiedziłem Bałkany w 2001 roku i muszę przyznać, że niewiele się od tamtej pory zmieniło. Bośnia jest tak samo dzika i surowa jak przed ponad 20 laty i stanowi duży kontrast do Czarnogóry, w której większość dróg było pokrytych asfaltem.
Specyficzny klimat tworzą bezdroża i górskie krajobrazy a także motoryzacja. Na ulicach wciąż można spotkać i to w codziennej eksploatacji Volkswageny Golfy II generacji, które produkowano tu lokalnie w miejscowości Vogošća, na północnych obrzeżach Sarajewa.
Tomasz: Cała trasa była przepiękna i nieoczywista. Mijaliśmy wodospady, mosty, opuszczone konstrukcje przemysłowe i malownicze górskie szlaki, które zapierały dech w piersiach.
MK: Kiedy słucham Waszych opowieści, mam wrażenie, że nie ma takiej trasy, z którą nie poradziłby sobie Citroën BX 4×4: mróz, śnieg, upał, piaski a na koniec prawdziwy off-road. Jak ostatnie modyfikacje wpłynęły na poprawę możliwości samochodu i jak oceniacie zdolności BX-a w terenie?
Piotr: Miałem niejednego BX-a, ale to, co potrafi Latający Dywan to coś nieprawdopodobnego. Nie spodziewaliśmy się, że 8 zaworowy silnik benzynowy od BX-a GTi pierwszej serii tak fantastycznie jeździ na niskich obrotach. Świetnie radził sobie w grząskim terenie, na osypujących się kamieniach i podjazdach. Tam, gdzie inne samochody walczyły i często kończyły z uszkodzeniami, BX jechał do przodu bez żadnego zająknięcia.
Musieliśmy, często na własne życzenie pokonywać odcinki dla prawdziwych terenówek. Kiedy próbowaliśmy skrócić drogę o kilka minut, wylądowaliśmy w środku lasu i musieliśmy usuwać ręcznie wielkie głazy, aby udało się przejechać. Minęliśmy wtedy tylko jeden samochód – Jeepa Wranglera na ogromnych kołach dla monster trucków, który doskonale pokazywał, jakie pojazdy mają prawo tu wjechać.
MK: Ale usterki się zdarzały?
Tomasz: Samochody psuły się często, zazwyczaj uszkadzane były płyty zabezpieczające podwozie, koła, sprzęgła i półosie. Sami również mieliśmy kilka drobnych usterek jak problem z pompą paliwa, automatyczną regulacją wysokości zawieszenia, mieliśmy luz na przekładni kierowniczej, uszkodziliśmy obejmę wydechu i zauważyliśmy zapocenie w okolicy jednego z kielichów zawieszenia, ale szybko udało się wszystko naprawić. Traktowaliśmy ten rajd jako przygotowanie do kolejnych wyzwań, ale po tym co przeszliśmy wiemy, że BX poradzi sobie niemal wszędzie. Latający Dywan posiada napęd 4×4, regulowany prześwit i na bezdrożach Bałkanów czuł się jak ryba w wodzie.

MK: Rajdowym BX-em w kolorowym malowaniu chyba nie da się przejechać niepostrzeżenie. Jak reagowali inni na widok samochodu i czy to był najstarszy samochód Trans Carpathii?
Tomasz: Podczas rajdu robiliśmy prawdziwą furorę. Przyjechaliśmy 40-letnim samochodem, którego sylwetka już wygląda jak kosmiczny wynalazek a tu jeszcze hydropneumatyka, która budzi wielką ciekawość wśród sympatyków motoryzacji.
Piotr: Przez moment czuliśmy się jak gwiazdy. Mieliśmy jeden z najbardziej charakterystycznych samochodów, poza tym wiele osób słyszało już o Latającym Dywanie z naszych relacji. Citroën BX 4×4 był na pewno jednym z najstarszych samochodów obok Mercedesa MB100, Skody Favorit i Citroëna 2CV, który również uczestniczył w rajdzie.
MK: Jak przygotować się samochód do rajdu turystycznego, co ze sobą zabrać i o czym warto pamiętać?
Tomasz: Tak naprawdę każdy samochód może wziąć udział, choćby Citroën Saxo, czy Volkswagen Golf kupiony za grosze. Napęd 4×4 daje więcej możliwości, na pewno przydają się większe koła i terenowe opony. Dodatkową dawkę spokoju daje płyta zamontowana pod podwoziem, która chroni samochód przed uszkodzeniami w trudniejszym terenie.
Przed wyjazdem najlepiej sprawdzić amortyzatory, sprzęgło i warto pamiętać, aby nie zapakować zbyt dużo bagażu ponieważ to zwiększa ciężar samochodu i potem odbija się na jeździe. Musieliśmy zabrać mnóstwo części zapasowych, narzędzi, sprzętu biwakowego, koła zapasowe, ale nauczeni doświadczeniem z poprzednich rajdów, zabraliśmy znacznie mniej niż na przykład do Afryki.
Piotr: Rajd wymaga przede wszystkim punktualności, solidności, czytania informacji organizatorów ze zrozumieniem oraz dyscypliny, której nie zawsze się trzymaliśmy, co potem skutkowało późnymi przyjazdami na nocleg. Rajd Trans Carpathia 2026 został zaplanowany skrupulatnie i niemal co do minuty, dlatego warto wyjeżdżać punktualnie tak jak sugerują organizatorzy, bo później może zabraknąć czasu na wszystkie zadania, aktywności i dotarcie do celu – na przykład przed zamknięciem biwaku.
MK: Pewnie nie raz słyszeliście to pytanie: dlaczego właściwie Citroën BX?
Tomasz: Odpowiedź nie jest prosta, ponieważ jest to zespół przeróżnych czynników, ale na pierwszym miejscu wymieniłby rewelacyjny komfort jazdy, z którego słyną Citroëny z hydropneumatycznym zawieszeniem. Nie bez powodu BX otrzymał imię „Latający Dywan”. To jeden z najwygodniejszych samochodów w historii motoryzacji. Kiedy pytają mnie dlaczego startuję w rajdach Citroënem BX, to odpowiadam, że nie jest tak łatwo jak w zwykłym samochodzie, ale przede wszystkim ze względu na komfort i walory terenowe wersji 4×4.
BX to wariactwo, ale daje nam dziecięcą radość i terapię dla głowy. Pozwala zapomnieć o całym świecie i problemach. Fakt, że jest inny, bardziej wymagający od Volkswagena czy Skody pcha nas do przodu i skłania do kolejnych wyzwań. Dojadę nim nawet na koniec świata a po każdej wyprawie jest gotowy na nowe przygody.
MK: Nie muszę chyba pytać, czy warto brać udział w tego typu imprezach, ale co tak naprawdę daje Wam uczestnictwo w rajdzie?
Tomasz: Rajdy przygodowe to inny rodzaj przyjemności. Nie ma tu aż takiej rywalizacji i są sposobem na wyłączenie się z życia, zapomnienie o problemach i totalny reset. Pozwalają docenić wygody, które mamy na co dzień – łóżko i prysznic to podczas rajdu luksus. Przez 7-8 dni żyjemy innym życiem. Celem jest droga, przygody, zobaczenie nowych miejsc i czasem wykonanie zadania, które przygotowali organizatorzy. Najważniejsze jest to, że odpoczywa głowa.
Piotr: Bardzo fajnie ogląda się zdjęcia z różnych podróży, ale uczestnictwo daje 10 razy więcej satysfakcji niż czytanie relacji. Dostarcza innych wrażeń i ogromnych emocji. Tu nie liczą się zadania czy punkty kontrolne – najważniejszym celem jest przeżycie prawdziwej przygody. W pamięci pozostaną wspomnienia, których nie zapewnią zwykłe wakacje. Zachęcamy wszystkich do wzięcia udziału w takiej przygodzie.
MK: W takim razie, jaka będzie Wasza kolejna przygoda?
Tomasz: To z pewnością nie jest koniec naszych rajdowych zmagań, ale jeszcze nie możemy zdradzić, gdzie poniosą nas koła BX-a. Musisz uzbroić się w cierpliwość.
MK: Bardzo dziękuję za rozmowę!
Poniżej autorska relacja Tomasza i Piotra z Rajdu Trans-Carpathia 2026:
- Citroën BX 4×4 rusza w rajd Trans Carpathia 2026. Idealna konfiguracja wyprawowa – cz. 1
- Citroën BX 4×4: prawie 500 km i lepszy off-road niż na Saharze – cz. 2
- „Jedźmy skrótem, zaoszczędzimy 8 minut”. Citroën BX 4×4 tam, gdzie kończy się droga, internet i cywilizacja – cz. 3
- Citroën BX 4×4 dociera na koniec świata. Droga kręta i kamienista – cz. 4
- Polowy serwis Citroëna BX 4×4, sposób na MacGyvera i luksus: ciepły prysznic – cz. 5
- Wjeżdżamy do Kosowa. Bez internetu, ale ratuje nas motocykl – cz. 6
- Korek zamiast czujnika i pompa paliwa z zapalniczki – cz. 7
- Citroën BX nad Zatoką Kotorską i meta. Szampan, muzyka i kąpiel w Adriatyku (Trans-Carpathia 2026 cz. 8)






